Kategorie: Wszystkie | Królowa Mieczy | wróżba
RSS
niedziela, 30 stycznia 2011

Bardzo rzadko poruszany jest temat przyjaźni we wróżbach z tarota. Rzadko, ponieważ zazwyczaj ważniejsze dla nas są wątpliwości i pytania dotyczące związków, miłości, partnerstwa. Dlatego postanowiłam poprzyglądać się niektórym kartom pod kątem przyjaźni właśnie.

Podobnie jak we wpisie o porażce tak i tutaj różne karty opowiadają nam o tonacjach przyjaźni i jej odcieniach. Skupię się na blaskach, a nie na cieniach :)

Z Wielkich Arkan wybrałam Kapłankę, Umiarkowanie, Słońce i Sąd. Zastanawiałam się nad Kapłanem, lecz doszłam do wniosku, że raczej wskazuje on rodzaj relacji uczeń – mistrz niż równość w dawaniu i braniu. Z tego powodu nie opiszę go.

KAPŁANKA

Osoba wychodząca w karcie Kapłanki potrafi poświęcić wiele dla przyjaźni. Będzie zawsze u boku, będzie wspierać w każdym momencie, odbierze telefon w środku nocy i przyjedzie pocieszyć i wysłuchiwać płaczu i żali; jeśli trzeba, przywiezie lekarstwa, załatwi każdą bieżącą rzecz, której w danym momencie jej przyjaciel nie jest w stanie zrobić; będzie siedziała przy łóżku szpitalnym godzinami, znajdzie dostęp do lekarzy. Wszystkie jej działania wynikają z bezinteresownej przyjaźni, a zapłatą dla niej będzie uśmiech przyjaciela i „dziękuję”. Zapewne będzie się wzbraniać przed upublicznieniem jej starań i opieki z powodu skromności (nie fałszywej).

Taka przyjaźń ze strony Kapłanki ma w sobie jak wspomniałam sporo z poświęcenia. Sama Kapłanka może czuć się niekomfortowo w tej roli, ale nigdy nie wypowie tego na głos ani nie da odczuć. Jeśli ktoś ma przy sobie takiego przyjaciela lub przyjaciółkę, to warto odwdzięczyć się tym samym za pomoc i czasem zdjąć z jej bark odpowiedzialność.

UMIARKOWANIE

Wybór tej karty może być zaskoczeniem dla niektórych. Trzeba pamiętać, że Umiarkowanie oznacza również harmonię, spokój, pewność, równowagę, a taki stan uzyskuje się po długim czasie trwania przyjaźni. Tutaj zupełnie inaczej widzi się przyjaciela niż poprzez pryzmat Kapłanki: oby dwie strony są świadome ile wart jest prawdziwy przyjaciel i wcale nie muszą udowadniać tego na każdym kroku. Przyjaźń w tej karcie powoli ewoluuje, spokojnie trwa, płynie, dojrzewa; to spotkanie podobnych dusz, uzupełnianie się osobowości i charakterów. Dzięki przyjaźni pod znakiem Umiarkowania odzyskuje się spokój wewnętrzny, być może uzdrowienie ducha i psyche. Jeden drugiemu podaje pomocną dłoń nie dlatego, że czuje obowiązek, lecz dlatego, że czuje przywiązanie, jedność.

SŁOŃCE

Ta karta bardziej zawsze mi pasowała do uczuć przyjacielskich niż głębokiej miłości (jeśli już miłości, to przelotnej). Słońce na niebie jest radosne, ciepłe, pozwala się rozwijać, bawić, śmiać się, krzyczeć z radości. Taka jest właśnie przyjaźń: szczeniacka, dziecięca, bez kompleksów, skora do psikusów, braterska (kto nie pamięta z dzieciństwa lub późniejszych lat „przysięgi krwi”?), beztroska. Karta Słońca mówi o tym, ze przyjaźń dzieje się tu i teraz, co będzie potem się nie myśli. Przyjaźnie wakacyjne, z ławy szkolnej, ze studiów, z podwórka, z pracy. Czasem krótkotrwałe, czasem dłuższe (choć ze wskazaniem na te pierwsze). W dorosłym życiu bardzo rzadko spotyka się przyjaźnie spod znaku Słońca, bo i ludzie są starsi, i już „nie wypada” zachowywać się po szczeniacku, i nie ma w nas takiej ufności jak kiedyś. A jeśli się taka trafi, to trzeba łapać szczęście dopóki jest okazja :)

SĄD

Ta karta mówi o przyjaźni głębokiej, bardzo dojrzałej i po przejściach. Ludzie przeszli wszystkie jej etapy czyli wspólnie przeżyli upadki, podnosili się razem z dna, wspierali siebie, dzielili radości. Wiedzą, że nic i nikt nie zniszczy tego, co jest między nimi. Przyjaźń została sprawdzona przez życie na wszelkie możliwe sposoby, a oni wyszli z tego cało. Tandem nie do zdarcia. To również pełna akceptacja drugiej osoby wraz z koszmarnymi wadami i irytującymi kiedyś zaletami. Tu już nie ma zazdrości o nic, rywalizacji – jest po prostu szczere uczucie.

Następny wpis to Arkana Małe a przjaźń.

Wymyśliłam wczoraj rozkład, który w zamyśle ma uwypuklić podobieństwa do rodziców i ma odpowiadać na pytanie:

W JAKIM STOPNIU JESTEM PODOBNY(A) DO OJCA/MATKI?

- pod względem osobowości

- pod względem przyzwyczajeń

- pod względem hierarchii wartości

- pod względem sposobu myślenia (inteligencji)

- jaki wpływ na całokształt mojego życia wawarł(a) ojciec/matka

- co warto odrzucić (wyzwolić się)

- co warto pielęgnować

- z czym się pogodzić

- co warto poprawić we wzajemnych kontaktach

 

Przyznam, że jeszcze nie próbowałam go na sobie, a gdy to zrobię, to napiszę swoje uwagi jak rozkład "działa" w praktyce.

:)

Dopisuję uwagi, ponieważ zrobiłam ów rozkład dla siebie. Mój tarot wszystko bardzo jasno i prosto wyłożył.

- pod względem osobowości - 2 kijów

- pod względem przyzwyczajeń - słońce

- pod względem hierarchii wartości - cesarz

- pod względem sposobu myślenia (inteligencji) - król mieczy

- jaki wpływ na całokształt mojego życia wawarł(a) ojciec/matka - 6 monet

- co warto odrzucić (wyzwolić się) - 7 pucharów

- co warto pielęgnować - 10 monet

- z czym się pogodzić - 8 monet

- co warto poprawić we wzajemnych kontaktach - gwiazda

Nie napiszę czy rozkłąd dotyczy matki czy ojca. Z jednym z rodziców mam identyczny system wartosci oraz tak samo analityczny umysł, pod względem osobowości jesteśmy różni. Rodzic starał mi sie dać wszystko, co najlepsze i jednak nadal wywiera wpływ na moje życie pomagając mi. Nie wolno mi absolutnie zrywać bliskich kontaktów i mam przynależeć dalej do rodziny nie tylko myślami, a obecnością. Tarcia będą zawsze (8monet) i tego nikt nie zmieni - nie ma tu walk na śmierć i życie :) Moze więcej czułości wprowadzić do kontaktów. Słonce i 7 pucharów jeszcze musze przemyśleć.


Słowem: rozkład sie sprawdza w praktyce i karty wykładają sprawy kawę na ławę. :)

sobota, 29 stycznia 2011

Czyli kopiuj – wklej. Nie mam nic przeciwko korzystaniu z moich zasobów autorskich na blogu, bo zapewne niektórym przydają się do nauki moje przemyślenia dotyczące kart lub inne na nie spojrzenie itp.

Z tym, że jeśli ktoś oficjalnie podważa na każdym kroku moje kompetencje, a po cichaczu kopiuje sobie treść i wkleja do własnych „pomocy naukowych”, to uważam to za pasożytnictwo i dwulicowość. Intuicja to za mało? Być może...

Chcę tylko powiedzieć, że każda literka, słowo, zdanie i akapit na tym blogu to moja własność intelektualna i należy podawać źródło i autora w przypadku udostępniania treści z mojego bloga w innych miejscach w sieci.

© 2010 – 2017 Blog Tarot QMieczy All Right Reserved.

 

 

piątek, 28 stycznia 2011
środa, 26 stycznia 2011

Dopiero przed chwilą się zorientowałam, ze jestem na głownej stronie gazeta.pl

Bardzo dziękuję portalowi za docenienie mojego bloga :)

 

 

główna

Moja bratanica jest bardzo fajniutkim rocznym dzieckiem. Nie marudzi, nie płacze, często się uśmiecha, śpi spokojnie w nocy. Złote dziecko.

No i uwielbia mojego laptopa, a zwłaszcza czerwone światełko pod spodem myszki i klikanie po klawiaturze. Przy komputerze zawsze stoi moja talia kart i złapała kilka z wierzchu. Akurat trafiła na Kapłankę, Kapłana i Cesarza. Położyłam przed nią te 3 karty i powiedziałam "Która najbardziej ci się podoba?" Bez zastanowienia, impulsowo złapała Cesarza (trochę go pogięła).

Hmmm... Ciekawe co to znaczy w jej wypadku ;)

Cesarz-AA

niedziela, 23 stycznia 2011

Kilka razy przymierzałam się do napisania paru słów do osób, które mają zamiar wybrać się na osobisty seans z tarotem. Do mnie lub do kogokolwiek innego. Za każdym razem kasowałam tekst i temat odkładałam na później, lecz teraz czuję, że dobrze byłoby napisać parę słów.

Przedstawiam mój punkt widzenia i moje osobiste zdanie nie biorąc tym samym odpowiedzialności za inne wróżki i wróżbitów.

Najczęściej jest tak, że nie znam żadnej z osób przychodzącej do mnie po wróżbę, nie wiem jaki ma problem, w jakim jest nastroju, na jakim etapie życia. Nie wiem tego dopóki nie zamienimy kilku słów przy stole. Od razu zaznaczam, że nie potrzebuję ani nie wymagam informacji o nazwisku klienta, miejscu zamieszkania czy pracy. Wystarczy mi imię i wprowadzenie do problemu. Co mam na myśli pisząc „wprowadzenie do problemu”? Załóżmy, że klient chce wiedzieć jak potoczy się jego związek. Wprowadzeniem jest dla mnie opis sytuacji tzn. czy para mieszka razem, czy partner pracuje zagranicą lub w innym mieście i wraca na weekendy itp. Gdy już mam informacje wyjściowe (wstępne) kładę karty. Bardzo lubię jeśli między mną a klientem jest rozmowa, dialog: ja dopytuję, on odpowiada, on zadaje pytania pomocnicze lub uściślające – ja odpowiadam. Bardzo często wychodzą wtedy dodatkowe szczegóły, które mogą dać ogląd klientowi na złożoność problemu i jego rozwiązanie.

Osoby milczące podczas wróżby, mało lub wcale nie odzywające się moim zdaniem szkodzą same sobie, ponieważ mój monolog zawisa w próżni. Brak akcji – reakcji. Tym samym nie wiem czy ktoś życzy sobie pogłębienia tematu, ominięcia czegoś lub być może podążam nie w tym kierunku, co powinnam.

Chcę zaznaczyć, że jeśli ktoś uważa, że nic nie mówiąc ja zobaczę i tak wszystko w kartach, to się myli. Tarot może równie dobrze pokazać blokadę klienta i niczego nie wycisnę wtedy z kart. Kilka razy zdarzyło mi się pracować z osobami bardzo zamkniętymi i powiem najzupełniej szczerze: to jest dla mnie męczarnia. Zaczynam się denerwować, ze nie dostaję jasnych odpowiedzi od tarota, klient się denerwuje, ponieważ nie mam nic konkretnego do powiedzenia i w ostateczności następuje impas. Tak więc: w miarę możliwości proszę o współpracę :)

Drugą sprawą jest pytanie o to samo w trakcie trwania tej samej sesji. Nie rozkładam nigdy drugi i trzeci raz kart – odnoszę się do tego, co widziałam w nich poprzednio. Jeśli robię dodatkowy rozkład i widać, że temat powraca, to ewentualnie uzupełniam informacje. Tarot to trochę dziwne narzędzie i czasem jego odpowiedzi są podobne do ludzkich: kiedy ja pytam pięć razy o to samo rozmówcę mimo, ze otrzymałam już odpowiedź, to ma on prawo się zdenerwować i powiedzieć „jest właśnie odwrotnie” lub „daj mi spokój” lub „nie gadam z tobą”. Tarot płata figle.

Ostatnią rzeczą i jednocześnie najważniejszą jest... szczerość. Jeśli klient nie będzie ze mną szczery, to nie będę w stanie mu pomóc ani trafnie ocenić problem. Jeśli słyszę od osoby „boli mnie noga”, a w kartach widzę, że tak naprawdę chodzi o ból ramienia, to... przepraszam, ale seans mija się z celem.

Jest jeszcze coś, co dla mnie jest sprawą oczywistą: żadne informacje o kliencie nie wydostaną się z moich ust. Seans z tarotem jest bardzo intymny, często porusza kwestie drażliwe albo spychane w podświadomość. To co dzieje się między tarotem, mną a klientem zostaje między nami.

 

 

wtorek, 18 stycznia 2011

Mieszkam na terenie do 1945r. należącym do Niemiec - III Rzeszy.

20km od mojego miasta zaczyna się pasmo Gór Sowich, w których więźniowie z pobliskiego obozu Gross Rosen drążyli tunele w skałach... PO COŚ. Nie wiadomo po co. Tzn. trochę wiadomo, ale nie na 100%. Jeżeli ktoś z czytajacych jest ciekawy, to zapraszam w podróż w przeszłość :)

Skały, z których zbudowane są Góry Sowie są bardzo twarde (oględnie mówiąc) tzn są litymi skałami, a nie żadnymi osadowymi (miękkimi - powiedzmy). Praca więźniów była bardzo ciężka - temp. wewn. nie przekraczała 4st., a wilgotność osiągała poziom 98%.

Wiele razy odwiedzałam kompleks Riese, który miał połączyć owymi tunelami miejscowości: Walim (kompleks Włodarz), Osówkę, Głuszycę, Soboń, Sokolec i Jugowice.

Cytuję za Wikipedią: Prace objęły swym zasięgiem teren kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych na stokach gór: Wolsberg (Włodarz), Saalberg (Jedlińska Kopa), Mittelberg (Dział Jawornicki), na wzgórzu między Wüstewaltersdorf (Walim) a Dorfbach (Rzeczka), Mulenberg (Moszna), Suferhöhen (Osówka), Ramenberg (Soboń) i Schindelberg (Gontowa).

Istnieje teoria, że również przebudowa podziemi Zamku Książ była rozpoczęta, aby dołączyć do tego kompleksu. Ubiegłego lata gdy ponownie weszłam do podziemi (dziś nazywa się to trasą „Tajemnice II Wojny Światowej” otworzona dzięki współpracy z BBC bodaj – muszę sprawdzić tą informację, bo nie pamiętam) zamku, to od razu w oczy rzucają się tony (!) zużytego betonu, metalowych żerdzi, wąskich torów dla kolejki, poza tym dwa szyby dla windy (kilkadziesiąt metrów każdy). Niektóre sale zamkowe zostały przez to przebudowane i zmieniono tym samym pierwotny układ pomieszczeń; przebudowano również najstarszą cześć zamku w miejscu – wyobraźcie sobie, że dotykacie XII-XIV-wiecznych fundamentów).

Swego czasu wieloma tajemnicami interesowała się Joanna Lamparska (ciekawe publikacje; z pogranicza Indiany Jonesa)

Zainteresowanych odsyłam do

Góry Sowie

Riese

Nasze Sudety

Zapytałam tarota o Kompleks Riese.

Nie nastawiałam się na całkowite odkrycie tajemnicy, a tylko uchylenie jej rąbka.

Ogólnie (pokaż mi) – 2 mieczy

Do czego miał służyć – Głupiec

Jaką rolę miał pełnić – 6 kijów

Dlaczego zaprzestano budowy – 5 monet

Konwój ciężarówek do środka Gór Sowich (pokaż mi) – król monet

Co wiózł konwój (ładunek) – 9 mieczy

Co się stało z ciężarówkami – 3 pucharów

Bardzo fajnie pokazane 2 mieczy – ciemno, głucho w środku i rozchodzące się korytarze w różnych kierunkach (jeśli ktoś był w sztolni to wrażenie jest podobne). Wtedy musiało być podłoże suche, obecnie np. Włodarz jest zalany wodą, w Osówce do pewnego etapu jest sucho. Żołnierze niemieccy chcieli swobodnie się przemieszczać i znienacka zdobywać tereny lub z zaskoczenia pojawiać się i znikać (na 6 kijów w mojej talii oddział wychyla się zza skały). Może też wynikało to z ambicji i dumy – 6 kijów ma w sobie coś z chwalipięctwa, poczucia wyższości. Cóż, zabrakło funduszy i Niemcy musieli ewakuować się z Dolnego Ślaska (w tle 5 monet pies goni zająca). Transport ciężarówek musiał być zorganizowany na polecenie ważnego ranga i wysoko postawionego człowieka. Przypuszczam, ze w jakiś sposób się obłowił? Chociaż 9 mieczy skojarzyła mi się z... ludźmi wysłanymi na śmierć. Musieli być spanikowani i przerażeni. 3 pucharów potwierdza zatopienie niektórych korytarzy, zacieranie śladów.

Pisząc powyższe słowa przypomniało mi się, że przecież mam jedną czy dwie książki Lamparskiej i znalazłam w domowej biblioteczce „Tajemnice ukrytych skarbów”. Jest w niej rozdział pt. „Kryptonim Olbrzym”. Fragment, który zacytuję pochodzi z relacji świadka wydarzeń Jana Nowaka, więźnia Gross Rosen o nrze P16406, który pełnił rolę pisarza:

„ Jeżeli zaś idzie o więźniów w rejonie budowy podziemnej w okolicach Walimia, to pamiętam, ze funkcjonowało tam wiele kommand w ramach Bauvorhaben, kryptonim m.in. Riese. Według mojego rozeznania zatrudnionych w rejonie Walimia było kilkadziesiąt tysięcy więźniów. Pod koniec 1945r., w każdym razie niedługo przed ewakuacjami, ze stanu ewidencyjnego wynoszącego 23 tysiące więźniów, przekazywanego codziennie meldunkami do obozu Gross Rosen, zniknęło 20 tysięcy ludzi, w stosunku do meldunku poprzedniego. Ponieważ wydawało mi się, że zaszła pomyłka, zwróciłem na to uwagę SS-manowi przyjmującemu meldunki, na co ten odpowiedział, ze meldunek jest prawidłowy! Wydarzenie było komentowane między SS-manami z zadowoleniem, ze liczba więźniów zmniejszyła się o tak wysoką liczbę. Ze szczątków rozmów doszedłem do wniosku, że była to likwidacja kommanda Riese. Nastąpiło to prawdopodobnie przez zamknięcie tych więźniów w jakiś wydrążonych w skałach pieczarach”.

Być może tarot opowiedział wycinek historii o tym w 9 mieczy.

A oto kolejny fragment świadka ówczesnych wydarzeń (za Lamparską):

„ Pewnej nocy pod koniec kwietnia w naszej wsi zjawiły się regularne oddziały SS. Żołnierze obstawili całą wieś. Otoczyli poszczególne zabudowania kierując w stronę okien lufy pistoletów maszynowych. Gdy ktoś próbował wyjrzeć, chcąc sprawdzić, co to za hałasy, strzelali bez ostrzeżenia. Później usłyszeliśmy ciężkie samochody ciężarowe. Ryk ich motorów słyszeliśmy prawie dwie godziny. Skończyło się tuż przed świtem, a potem nastąpiła seria wybuchów. Wydawało mi się, ze grzmią całe góry, ze Niemcy za pomocą dynamitu chcą je w ogóle poprzestawiać. Nad ranem SS się wycofało. Jakiś czas potem byłem w pobliżu byłego obozu dla jeńców, gdzie znajdowały się wejścia do podziemi i wszystko absolutnie było zasypane. Nie słyszałem, aby ciężarówki wyjeżdżały z powrotem.”

3 pucharów nie mówi o ruchu, nie sądzę, aby wyjechały z drugiej strony gór wydrążonymi tunelami (Niemcom nie wystarczyło czasu, bo zbliżał się front, Rosjanie wkroczyli na ten teren w maju 1945r.) już prędzej stawiam na zatopienie.

Kolejne moje pytania do tarota dotyczyły „prac” Niemców w samym zamku Książ.

Wstęp: Książ został zaanektowany przez Rzeszę w 1941r. Przez administratora, gauleitera NSDAP – Karla Hanke. Zamek został otoczony zasiekami z drutu kolczastego, ustawiono wartownie i rozpoczęto szybko jego „przebudowę”. To była maskara. Został w 90% zniszczony: wyrywano granitowe posadzki i kamienie w portalach, z salonów usuwano obrazy, przemalowywano komnaty, odkuto freski z najpiękniejszej sali, większość mebli, gobelinów i obrazów wywieziono do pałacu w Roztoce (na polecenie Guntera Grundmanna). No i zaczęto budować wspomniane wcześniej przeze mnie podziemia. Mówi się, że przygotowywano zamek Książ na kwaterę Hitlera jak i fabrykę V1 i V2. Tak do końca to nie wiadomo czy rzeczywiście Hitler miał tam przebywać, a fabryka... Po prostu trudno określić. Zachowały się co prawda plany architektoniczne (35 architektów zatrudniali Niemcy do tego projektu!)...

W każdym razie co pokazał tarot:

Podziemia Książa – rycerz kijów

do czego miały służyć – as pucharów

jaką rolę miały pełnić – 2 mieczy

Czy chciano połączyć je z kompleksem Riese – 7 kijów

Cóż... Gdybym miała sugerować się tylko kartami, to powiedziałabym, że as pucharów rzeczywiście wygląda jak V2. A Książ ewidentnie miał stać się twierdzą nie do pokonania. I chyba raczej nie planowano połączenia go z Riese. 2 mieczy może mówić, ze cel projektu zmieniał się w miarę upływu czasu aż zapędzono siebie w kozi róg; siłą rozpędu trwały prace, ślepa uliczka?

Uwielbiam tajemnice choć ani na milimetr nie posunęłam się do przodu przy odkrywaniu ich za pośrednictwem kart ;)

 

 

 

 

Pamiętam moment gdy stanęłam przed wyborem swojej pierwszej w życiu talii tarota. To było tuż po podjęciu decyzji o zajęciu się tarotem na poważnie z pewnością i zapałem początkującego.talia Arcus Arcanum

Tak więc jak wybrać talię spośród tysiąca dostępnych w sklepach?

To był okres, kiedy jeszcze nie znałam stron internetowych z taliami do przejrzenia, kiedy wszystko było dla mnie nowe i fascynujące, tajemnicze i trwożne. Pamiętam, że trafiłam przypadkiem na jedno z for tarotowych i zobaczyłam kilka wklejonych kart z talii Arcus Arcanum. Od razu zachwyciło mnie wszystko w tych kartach: kolorystyka, prowadzenie zdecydowanych linii przez artystę, nawiązanie do starego dobrego stylu hollywoodzkiego (jak się przyjrzeć uważniej, to postacie i scenki przypominają bajkowe rysunki Disneya) przejrzysta symbolika, harmonijność. Bardzo istotną kwestią dla mnie jest uporządkowanie na obrazku czy obrazie. Nie pociąga mnie chaos, zamazane kontury, brak przejrzystościtalia Druid Craft itp. Dlatego nie przemawiają do mnie talie abstrakcyjne, nowoczesne (choćby Hello Kitty) lub takie gdzie nagromadzenie szczegółów przyćmiewa centralną postać.

Z talią Arcus Arcanum tak mocno się zżyłam i poznałam ją z każdej strony, że obecnie rozumiem ją „w pół słowa” (jeśli można użyć takiego sformułowania). Zdarza się, że jestem zaskakiwana i nadal jest to przyjemne i fantastyczne, bo nuda nigdy nie jest wskazana :)

Drugą talią, która od początku wpadła mi w oko był Druid Craft. Nie widziałam wtedy wszystkich kart, a pojedyncze: 3 kijów, Cesarzową i 7 monet. Karty krzyczały do mnie, wołały i przemawiały bez kłopotów. Kupiłam je sobie po dwóch latach dopiero. Dziś bardzo prMaroon tarotzyjemnie mi się z nią pracuje, nie poznałam jej jeszcze tak dobrze jak Arcus Arcanum, bo minęło zbyt mało czasu. Długa droga przed nami.

Kolejnymi dwoma, a nawet trzema taliami, które bardzo mi się podobają są: Maroon Tarot, Snów i Shadowscapes. W dokładnie takiej kolejności. Nie jestem kolekcjonerką, nie pociąga mnie samo posiadanie, chcę po prostu pracować z tymi taliami.

Maroon podoba mi się z powodu zamglonych, spokojnych i poukładanych obrazów Tomasza Marońskiego. Oglądając talię w sieci czuję ochotę zanurzyć się w świat ukazany przez niego i nie mogę się doczekać, gdy potrzymam karty w ręku. Chciałabym jeszcze w tym roku kupić sobie tą talię.

Tarot SnówTarot Snów pociąga mnie ze względu na jasną symbolikę, staranność w wykonaniu, bajkowość; ale właśnie senną bajkowość. Nie wiem dlaczego mam przeczucie, że przepowiednie z tej talii będą w większości trafne. Jestem ciekawa czy talia sprawdzi się we wszystkich pytaniach, a może w jednej dziedzinie?

Shadowscapes jest przepiękną talią jednak nie rozumiem wszystkich kart. Podejrzewam, że oswajanie się z nią zajęłoby mi dużo czasu. Mimo wszystko jest ona warta uwagi nawet ze względu na długi czas oczekiwania aż artystka skończy malować wszystkie arkana :)Shadowscapes Tarot

 

I na koniec: Czym ma kierować się w wyborze talii początkująca osoba w tarocie?

Moim zdaniem przejrzystością symboli, uporządkowaniem na obrazkach, scenkami opartymi o klasykę tematu czyli Ridera-Waita. Może to być talia Ridera (i jej różne odmiany) jak i inne jej interpretacje np. Gilded, Pictorial Key, Tarot of Dreams, chyba da Vinci też się nadaje.

Klasyczna talia jest o tyle istotna, ponieważ na początku dobrze jest przyswoić sobie archetypy ukazane w kartach, a potem gdy zakodują się one u nas w umyśle można wypłynąć na szerokie wody i zaopatrywać się oraz pracować z inną dowolną talią.

sobota, 15 stycznia 2011

Przyznaję się, że piszę z pozycji niewtajemniczonej osoby, laika, który dopiero poznaje szerokie zagadnienie NLP. Poznaję dlatego, że filozofia, którą niesie ze sobą neurolingwistyczne programowanie (ustawienia Hellingera też) odbieram jako kolejną próbę uzależnienia ludzi i wyciągnięcie maksymalnych zysków z biznesu. Okej, okej, wiem, ze zaraz podniosą się głosy „mnie pomogło”, „jestem lepszym człowiekiem”. Nie w tym sedno.

Im dłużej czytam o tym jak NLP ma pomóc człowiekowi pogodzić się ze sobą i ze światem, tym więcej znajduję podobieństw do ścieżki tarota. Różnica polega na odmiennych sposobach przekazywania „prawdy objawionej przez „mistrzów” oraz organizacji przedsięwzięcia. Nauczanie wpajane człowiekowi na szkoleniu NLP jest narzucane odgórnie; ktoś kiedyś doszedł to odpowiednich wniosków i konkluzji, a obecnie przekazuje je w formie dogmatów nie zostawiając człowiekowi czasu na dokonanie wyboru (jedyny wybór jakiego dokonał to zapisanie na szkolenie i polecenie przelewu).

Dlaczego w takim razie nie przekonuje mnie NLP, a do tarota mam zaufanie?

Tarot opowiada człowiekowi historię jego życia w wycinkach, rozdziałach, wersach, akapitach. Niczego nie narzuca z góry, niczego nie przesądza i zakładając, że osoba przekazująca z kart informacje robi to w należyty sposób, to istnieje równowaga pomiędzy „moja decyzja” a „wskazówka wg tarota”. W tarocie zawarta jest tradycyjna, stara i od wieków przekazywana wiedza o świecie i naturze ludzkiej. Żyjemy tak a nie inaczej, w określonych warunkach geograficznych, społecznych, ekonomicznych, z bagażem historii i całym kufrem archetypów, stereotypów oraz wierzeń, co daje nam siłę i przytłoczenie zarazem, ale też całą gamę narzędzi do radzenia sobie w życiu.

Najbardziej niepokoi mnie zbieżność NLP i tarota w niektórych sprawach, ponieważ aby dotrzeć do głębi jestestwa, swojej duszy czy początku istnienia potrzebujemy pośrednika lub przewodnika. Jest nim tarot jak i trener NLP. Natomiast jeśli czytam coś takiego, to przed oczami mam osobę z wypranym mózgiem i efekt przeprogramowania budzi we mnie ogromne przerażenie:

Myślę, że ludzie często cierpią z powodu braku świadomości, bo sposób w jaki widzą świat jest zniekształcony, zubożony. Nie reagujemy bezpośrednio na to, co nas otacza, tylko za pośrednictwem pewnych wyobrażeń ( systemy reprezentacji, meta-programy, meta-model). Na przykład, jeśli ktoś robi jakiś gest, nie reagujemy na sam gest, tylko na znaczenie jakie nadamy mu w swoim umyśle. Poczujemy się dobrze lub źle w zależności od znaczenia jakie mu nadamy. Idąc dalej, jeżeli obraz świata, jaki mamy w umyśle – chociaż nieobiektywny – może sprawić, że cierpimy, równie dobrze można funkcjonować sprawnie, osiągać sukcesy, nadając swoim reakcjom świadomie odpowiednie znaczenie. NLP pozwoliło mi uczyć mój umysł wyławiania z rzeczywistości takich idei, informacji, doświadczeń, które formują pozytywny, stymulujący obraz świata, pomagają tworzyć pełne mocy przekonania na temat własnych możliwości. Zasiało błysk w moim oku, podnosząc tym samym jakość mojego życia na wyższy poziom*

Reasumując: osoba słaba psychicznie będzie potrzebowała silnego trenera i opiekuna. A tarot za rękę nie poprowadzi.

Dlatego idąc drogą działania, nie porzucaj wiedzy.

10 kijów

Karta 10 kijów obrazuje NLP.

Być może się mylę i NLP jest objawieniem początku XXIw. dla ludzkości. Z tym, że podobne zdanie mają mądrzejsi ode mnie i bardziej wykształceni: artykuł

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*nie potrafię podać źródła, ponieważ tekst dostałam od kogoś jako załącznik do maila.

 
1 , 2
O autorze