Kategorie: Wszystkie | Królowa Mieczy | wróżba
RSS
czwartek, 30 września 2010

Dostałam wiadomość przed chwilą o śmierci ciotki. Była bardzo długo chora, przwlekle, leżała od kilku lat i nie mogła chodzić. Nowotwór.

Bardzo bliska rodzna: mojego taty bratowa... Jeszcze nie miała 60tki. Jest mi przykro, że to się stało, ale z drugiej strony wiem, jakoś czuję intuicyjnie, że tak jest lepiej. Zresztą cokolwiek napiszę, to będzie zbyt małe i niepoważne w obliczu śmierci. I dzięki tarotowi spokojniej do niej podchodzę, rozważniej, z szacunkiem i z mniejszym strachem niż kiedyś.

Ostatni raz widziałam sie z nią... wtedy. Rok temu...

Komu potrzebny był...

U studni i Majster Bieda

 

Tagi: śmierć
14:04, krolowa.mieczy , Królowa Mieczy
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 września 2010

Czy ja mam coś mądrego do przekazania o kijach? Nie wiem. Nie mam koncepcji tego wpisu tak, jak miałam go, gdy pisałam o mieczach. Więc czytających proszę o wybaczenie jeśli pojawi się niespójność i chaos.

Kije niosą ze sobą ruch, działanie, zmianę, determinację, gorącą krew. Niektóre kije są ruchem samym w sobie bez ukierunkowania, bez przemyśleń. Bo jak pojmować np. asa kijów? Jest chęć, coś by się, jakoś by się, w jedną lub drugą stronę; albo w obie. I co z tego, ze wychodzi nam ten asik jeśli nie wiemy jak wykorzystać możliwości, które daje nam los? Albo jak wykorzystać to coś wewnątrz, co pcha człowieka do działania? Kije są bardzo dobrą informacją w rozkładzie, gdy trzeba w końcu ruszyć szanowną D.

W mojej talii większość kijów wskazuje na działania grupowe; tak jakby jeden człowiek nie był w stanie wprawić koła w ruch. Oczywiście, że nie należy sztywno trzymać się tej zasady, że kije mówią tylko o zespole, ale warto o tym pamiętać. Niektórzy mówią (Jóźwiak), że 2 kijów to potrzeba drugiej osoby, która działa na pierwszą energetycznie i inspirująco. Może. Mnie nigdy tak się nie objawiła, co zależy od talii jaką się posiada (wracam do tego wątku jak maruda; zawsze będę to powtarzać: obrazki na kartach i rodzaj talii determinują niektóre znaczenia i przekazy).

Cóż... idąc tym tropem samotnym wojownikiem może być król kijów, z tym, że na jakimś etapie i on potrzebuje do wykonania zadania grupy ludzi. On jest dobrym organizatorem, managerem, wizjonerem strategii (w połączeniu z mieczowym to zapewne świetny generał sztabu by był) itp.

Kije zmuszają do wysiłku fizycznego. 5 kijów zazwyczaj albo 7 kijów; jakieś sporty grupowe, żadne siłowe; albo po prostu sport. Do sportu zaliczam też seks :) Mała dygresja: kiedyś często jeździłam do Karpacza, Jeleniej i Szklarskiej i na jakimś odcinku drogi obok zajazdu-hotelu za Jelenią był billboard z reklamą prezerwatyw: wyskok koszykarza do kosza z podpisem „Lubie ten sport” :)

Kije to atrakcja, to jak wpatrywanie się z zafascynowaniem w ogień, w fajerwerki; to pragnienie uczestniczenia i wpływania na bieg wydarzeń, kreowania ich. Z mieczami – niebezpieczna skuteczność strategii, z pucharami jeśli są w zgodzie to jedność emocji z ciałem, z monetami – zdobywanie materii.

A kije kojarzą mi się z Budką Suflera "Ratujmy co się da" i Ace of Base "Beautiful life" oraz z Feel "Pokaż na co cię stać" (rzeczywiście, kijowy kawałek ;P)

Od poniedziałku, czyli od wczoraj, w Trójce piosenką tygodnia jest "Raz po raz" Perfectu. Okropność! Rytm oklepany, poszli na łatwiznę! Riff nawiązujący do lepszych czasów w latach 80tych.

Oczywiście, łatwo wpada w ucho, refren powtarza sie wiele razy i można porwać tłuszczę po kilku piwach... I co z tego? Tfurczosc wtórna :/

To jest Twórczość:

Chcemy być sobą (w czerwonej koszulce Hołdys)

Co się stało z Magdą K.

Obracam w palcach złoty pieniądz

Druga czytanka dla Janka

I nieśmiertelna Autobiografia razem z Ewką.

Tak więc "Raz po raz" to dla mnie wielkie G. Dla mnie, wychowanej przez ojca na polskim dobrym rocku, na Queen, na Deep Purple, Doorsach, ELO, ZZ Top itd ten dzisiejszy Perfect to ściema. Nie wiem czemu Marek Niedźwiecki to firmuje :/

10 kijów-AA

10 kijów karty określiły piosenkę Perfectu. taaa... przyzwoita robota, nic do zarzucenia, ale czy inspirujaco i z inwencją? nie! I tak, obraziłam się.

:P

niedziela, 26 września 2010

Dziś mam natchnienie... Hmm... Może mam w mózgu guza, który odpowiada za wątpliwą mą twórczość, a skutkiem ubocznym są migreny? ;D

Najbardziej lubię miecze. Kolor mieczy. Wszystkie 14 kart mieczowych. Lubię je i najlepiej rozumiem, a to dlatego, że jestem umysłem mocno analitycznym. Lubię wiedzieć dlaczego, skąd, znać przyczyny, wyciągać wnioski, tworzyć scenariusze w oparciu o przeszłe i teraźniejsze zdarzenia, zaglądać za kulisy i... widzieć drugie dno niewidoczne dla postronnych. Czy możliwe jest połączenie intuicji z zimną kalkulacją? Na swoim przykładzie powiem, że tak.

Wracając do mieczy. Ten cały dwór ma najwięcej zagadek wg mnie i ma najwięcej do powiedzenia o człowieku, a w szczególności o jego wnętrzu, umyśle, stosunku do świata. Miecze fantastycznie opisują stan intelektualny jak i kręte ścieżki motywów postępowania. Każda karta mieczowa ma, jak wiadomo, zabarwienie pozytywne i negatywne np. 5 mieczy w pozytywie może mówić o kimś, kto zawsze odpuszcza nie chcąc się narażać i oddaje pole silniejszemu, a w negatywie to m.in. potajemne kopanie dołów pod kimś. Poza tym mieczowe karty wzmacniają lub osłabiają przekaz reszty dworów lub ukazują motywy działań. Na przykład gdy 5 mieczy stanie obok 7 kijów, gdzie główną kartą jest 7 kijów, to od razu wiem, ze trzeba szykować się na ostrą wojnę z konkurencją i uważać na współpracowników, bo wśród nich może być przekupiony kret albo ktoś, kto źle życzy klientowi i z dziką satysfakcją go pogrąży. W uczuciach może ten układ dawać znać o szarpaninie w związku, czyje będzie na wierzchu i o zagraniach nie fair, tłamszeniu drugiej osoby słownie, poniżanie kogoś itp.

Miecze są przewidywalne. Jeśli coś ma być białe, to takie jest. Z mieczami na podorędziu da się wytyczyć prostą ścieżkę do celu z tym, że bez sentymentów, bez emocji, na zimno. Myślę, ze najbardziej trwałe efekty mieczy widzi się w połączeniu z monetami, bo miecze plus monety dają coś namacalnego, coś, na co ktoś zapracował inteligencją i własnymi rękami. Miecze z pucharami lekko się kłócą, bo to oczywiście rozum vs emocje, gdzie nie ma wygranych. Miecze z kijami są niebezpieczną grą, trochę awanturniczy tandem, ale skuteczny.

Tak, miecze są mi najbliższe. Widzę każdą kartę wielopłaszczyznowo bez szufladkowania. I bardzo bardzo je lubię.

Jestem powietrzem...

Tyle samo prawd ile kłamstw...

 

Szewc bez butów chodzi. Albo może inaczej: sam sobie naprawia nieporadnie. Takie właśnie są moje wróżby dla siebie. Stosunek przekazu kart, który pojmuję w lot do przekazu, którego nijak nie rozumiem wynosi 1:4. Nie jest to może rewelacyjna wiadomość z marketingowego punktu widzenia, lecz wtajemniczeni wiedzą o co mi chodzi. Po prostu jest to spowodowane osobistym zaangażowaniem i skłonnością do hurra optymizmu lub czarnowidztwa. Dlatego niektórzy wolą sobie kart nie stawiać i mają zaprzyjaźnione osoby od tego. Ja zazwyczaj omawiam sprawy z Dobemką i razem dochodzimy do w miarę obiektywnych konkluzji.

To naginanie kart w jedną lub drugą stronę przypomina trochę naciski klientów na wyciągnięcie z marnych kart rewelacji i wyciśnięcie z nich potwierdzenia, że ten to na pewno już jest jedyny. Przesadzam; a jednak coś w tym jest...

Jest jeszcze coś w mojej talii tarota, co potwierdza naszą szczególną więź, a mianowicie moje karty nigdy mnie nie okłamują ani nie pokazują fałszywego obrazu rzeczywistości. Może czasem delikatniej coś sugerują nie chcąc doprowadzać mnie do rozpaczy lub wprawiać w zakłopotanie. I rzadko walą między oczy. No, chyba że jestem wyjątkowo ślepa ;D

Inaczej jest z klientami, bo tu muszą przekazać mi informacje w taki sposób, abym miała cały obraz sytuacji i ta obiektywna prawda rzeczywiście może okazywać się zabójcza lub nieprzyjemna dla nich. Pamiętam pewną osobę, z którą nie raz rozmawiałam i która była w związku, ale zaprzeczała temu co widzę w kartach (sytuacja wyjściowa w celtyckim była 2 pucharów, druga karta to król monet itp.) nie wiadomo czemu...

Tak, klienci-kłamczuszki. Nie wiem jaki jest cel zatajania stanu faktycznego. Czy to może wstyd, chęć sprawdzenia wróżącego albo niewiedza? Fakt, człowiek nie wie na kogo trafia i może się wstydzić opowiadać o szczegółach z własnego życia. Chociaż z drugiej strony: jeśli decydujesz się iść do wróżki, to z założenia wiadomo, że jakieś tajemnice wyjdą na jaw. Wróżka powinna być jak lekarz: tajemnica zawodowa. Nie rozumiem tych, których sprawdzają wróżkę zadając pytania o coś lub kogoś sprzed roku czy dwóch i zacierają ręce jeśli coś się nie zgadza. Nie potrafię wejść w ich tok myślenia i nie pojmuję motywacji kontaktu z wróżką. Niewiedza klienta to chyba najczęstszy przypadek, ponieważ często jest tak, że słyszy się pytanie „co mnie czeka w przyszłości” oraz milczenie gdy pytam o tło jakiejś sprawy. Naprawdę utrudnia to wszystko prawidłowy odczyt kart. Czasem na końcu języka mam pytanie „czy mam opowiadać o wszystkich sprzętach domowych, które zostaną wzięte na raty; albo może o zwierzętach, które zostaną przygarnięte; albo może o kolorach ścian w kolejno wynajmowanych mieszkaniach...” Bo przecież to również są odpowiedzi na pytanie „co mnie czeka w przyszłości”.

Dziś pogoda barowa więc i humor podobny. Poza tym piąty dzień toczę nierówną walkę z migreną (przegrywam). I pomarudzić się należy! A co! ;)

Julia i ja

sobota, 25 września 2010

Przyznam sie do czegoś, co napawało mnie zawsze wstydem, a ostatnio okazało się, że właściwie nie ma się czego wstydzić ;) Mając lat 12 czy 13, a działo sie to na początku lat 90-tych zaznaczam, kupiłam dwie pierwsze części ogromnej skandynawskiej serii, jak sie poźniej okazało ok. czterdziestu ksiażeczek w miękkiej oprawie, "Sagi o Ludziach Lodu".  To było chyba jedno z pierwszych wydań "kolekcjonerskich" na naszym polskim wolnym już rynku. Wydawnictwo POL-NORDICA musiało nieźle na tym zarobić, bo jak wspomniałam co mieiąc czy co 2 tygodnie ukazywała się nowa część. Do dziś mam wszystkie spakowane w kartonie, aby nie straszyły na regale. Na swoje usprawiedliwienie zawsze miałam: wiek młodej kozy i zachłysnięcie się światem po szarzyźnie lat 80-tych. Całą serię przeczytałam tylko raz jakieś 15 lat temu.

Saga o Ludziach Lodu wyd. I 1995"Polowanie na czarownice" to cz.2; kosztowała wtedy 19.800zł był rok 1992.

"Nieme głosy" to część 39, 44.000zł (4zł 40gr), rok 1995.

 

 

 

 

 

 

 

Dlaczego o tym piszę? Bo w mojej księgarni internetowej widziałam wznowiony nakład, zaczęłam zauważać ogólną nostalgię za latami dziewięćdziesiątymi czyli kraciaste koszule, martensy (styl grunge), powrót disco polo, Bartosiewicz i wiele innych przesłanek skrupulatnie opisanych przez dziennikarzy z "Polityki". Więc może czas skończyć wstydzić się za Margit Sandemo i jej "Sagę o Ludziach Lodu"? Może nawet się niedługo skuszę i poczytam...

A oto karty:

rozkład-Saga o Ludziach lodu

- ogólnie o serii - Cernunnos (diabeł)

- fabuła - 2 mieczy

- atmosfera - król monet

- ocena kart tej serii - 8 kijów

O czym jest ta seria? Fabuła zawiazuje sie gdzieś w Skandynawii, blisko lodowców. Jest rok ok. 1200 (o ile dobrze pamiętam) i Silje -młoda dziewczyna, sierota - trafia do zapadłej wioski  Ludzi Lodu na końcu świata. Zostaje kimś w rodzaju pomocy domowej odrażającego człowieka  Tengela (spójrzcie na kartę Cernunnosa - ten człowiek tak wyglada; nie ma rogów, ale jest identycznie zbudowany i brzydki okrutnie), który ma anielskie serce. Zakochują się w sobie. Czasy są burzliwe, Ludzie Lodu muszą ewakuować się ze swojego zakątka... Resztę możecie wyczytać w Wikipedii ;)

Tak się zadumałam przez chwilę... Te ksiażki były moim pierwszym kontaktem z tajemniczymi zjawiskami, magią... Nie wiem czy czasem podświadomie nie wywarły na mnie ogromnego wpływu, czego skutkiem jest praktykowanie tarota... Znajdziecie tam sporo starych skandynawskich wierzeń, czarownic i ziół, uroków; wszystko, co fascynuje ale i trochę przeraża.

Tak, chyba znów poczytam :)

czwartek, 23 września 2010

Zawitała już jesień do mojego miasta. Bardzo lubię właśnie taki początek jesieni jak na poniższych zdjęciach. Jeśli by nie zwracać uwagi na spadające liście, to można by pomylić jesień z wczesną wiosną :) Wrzesień jak poźny kwiecień. Nawet powietrze pachnie podobnie, temperatura jest porównywalna, słońce świeci pod podobnym kątem...

Dzisiejsza jesień jest Cernunnosem czyli Diabłem.

stadion Górnika

stadion Górnika

stadion Górnika

stadion Górnika

stadion Górnika

I LO

 

Obrazy jak lekarstwo :)

 

środa, 22 września 2010

A ściślej: szukam zajęcia. Spędza mi ten stan sen z powiek, jestem w 2 mieczy, codziennie kombinuję gdzie jeszcze, jakie hasła wpisywać w gugla i zastanawiam się czy istnieje jakiś sposób, który mi umknął lub którego nie znam.

Dziś zainspirowana konkretną rozmową z Dobemką postawiłam tarota korzystając z rozkładu opublikowanego w Tarociście nr 2 "Za chlebem".

rozkład

Tu gdzie mieszkam:

1. czy znajdę pracę w tym mieście - koło

2. ile zarobię - głupiec

3. czy praca będzie odpowiadać moim aspiracjom - ksieżyc

Inne miasto:

1. czy znajdę pracę w tym mieście - rydwan

2. ile zarobię - mag

3. czy praca będzie odpowiadać moim aspiracjom - sprawiedliwość

Zagranica (konkretna propozycja do rozważenia):

1. czy znajdę pracę - Qmonet

2. ile zarobię - 2 kijów

3. czy praca będzie odpowiadać moim aspiracjom - 7 monet

 

Najsilniejsze karty są w środkowym rzędzie, więc skupiam się na szukaniu w innych miastach. Nie, nie przeprowadzam się. Będę dojeżdżać. Nie wiadomo o jakie miasto chodzi ;) lecz kilka na celowniku mam od pewnego czasu, a teraz wystarczy intensywniej szperać i przeczesywać netapod ich kątem.

Chyba dziś poprawił mi humor ten rozkład.

 

 

wtorek, 21 września 2010

Rozkład dotyczy rozmowy kwalifikacyjnej w konkretnej firmie. Tak, jak poprzednio nie narzucam ustawienia kart w rozkładzie.

S1 - sygnifikator starającego się o pracę

S2 - sygnifikator osoby rekrutującej (lub osób)

1. Przebieg rozmowy

a. początek

b. środek

c. koniec

2. Na jakie trudne/zaskakujące pytania trzeba się przygotować?

3. Jakiej postawy od kandydata oczekuje rekrutujący?

4. W jaki sposób rozmawiać o wynagrodzeniu?

5. Wynik tej rozmowy dla kandydata (można przyjąć tak: albo decyzja o zatrudnieniu, albo jak wypadł kandydat na rozmowie) .

6. Rada tarota na rozmowę dla kandydata.

Przy S2 w nawiasie ujęłam liczbę mnogą, bo czasami na rozmowach pojawiają się dwie lub więcej osób. Zawsze można spróbować wyczytać z wylosowanej karty ile tych osób będzie, jakie będzie nastawienie, ewentualnie jakie stanowisko ten ktoś zajmuje itp. Oczywiście zakładam, że rekrutuje firma docelowa, a nie zewnętrzna.

Powodzenia :)

 

Mam zapisany rozkład na pracę dla męża znajomej. On nie ma pracy, ale odpowiedział na ogłoszenie, w którym firma rekrutowała ochroniarzy śledzących obraz z kamer na zapleczu marketów. R. uczestniczył tam już w kilkudniowym szkoleniu.

S- 10 mieczy

1 – to co wpływa na sytuację z przeszłości – papież

2 – sytuacja w chwili obecnej – rydwan

3 – czy praca jest satysfakcjonująca – król pucharów

4 – dochody i profity możliwe do osiągnięcia – Qmonet

5 – stosunki międzyludzkie – gwiazda

6 – ocena pracy przez szefa rycerz kijów

7 – czy R. długo zagrzeje tam miejsce – 3 mieczy

praca-rozkład dla R.

Ktoś go uczył, on był bardzo chętny do poznawania tajników tej pracy; sama praca polegała na siedzeniu przed telewizorami i obserwacji – raczej nużące. Po 3 dniach szkolenia R. dowiedział się, że te dni nie są płatne, że musi natychmiast załatwić zaświadczenie z sądu o niekaralności oraz kupić u szefa gaz pieprzowy. Idealna Qmonet, nie sądzicie? R. się zdenerwował ogromnie i powiedział szefowi, że takie informacje przekazuje się przy przyjęciu do pracy i jeśli jeszcze nic nie zarobił, to jak może inwestować w cokolwiek (pomijając to, że firma zmusza do kupowania tego gazu i zarabia na własnych pracownikach) oraz nie da rady w sądzie załatwić zaświadczenia, bo jest piątek godz. 14.00. Na to szef odpowiedział mu, że jeśli ma z tym problem to znaczy, że chce ukryć że miał konflikt z prawem(!). R. był bardzo rozczarowany, zły i upokorzony (3 mieczy).

Swoją drogą w Polsce chyba nigdy nie skończy się wykorzystywanie ludzi słabszych, bez kart przetargowych... Metody rekrutacji, „szkolenia” i reszta żywcem wyjęta z początku lat 90tych.

R. trochę pocierpiał, a potem doszedł do wniosku, że jeśli już na początku chcieli go wykiwać, to co byłoby później?

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
O autorze