Kategorie: Wszystkie | Królowa Mieczy | wróżba
RSS
czwartek, 28 października 2010

Postanowiłam powrócić do omawiania kolorów tarota. Ostatni, który został mi do opisania to monety. Są one czymś trwałym w świecie tarota, czymś konkretnym, dookreślonym. Jak patrzy się na kartę monetową, to od razu wiadomo co lub kto zacz, nie pozostawia ona dowolności w interpretacji. Jak 5 monet to wiadomo, że kryzys finansowy albo relacji, a jak 9 monet to dostatek.

Zauważam, że monety sprawiają trudności w odczycie na polu emocji, uczuć, działań. Gdy wypada monetowa karta na sercu lub w odpowiedzi o partnera wtedy trzeba ją odczytywać (trzeba jak trzeba, piszę subiektywnie) na poziomie konkretu: osoba potrzebuje wiedzieć kawę na ławę jak sprawy stoją. Monety dają małe pole manewru w domysłach, może jedynie dwójka choć z drugiej strony ona sama w sobie jest „luźna” na sposób jawny, raczej z czystymi regułami (jeśli ktoś zdradza, to druga strona o tym wie i poniekąd się zgadza). W pytaniu o poznanie kogoś do pary bywa różnie, jak w każdej numeracji kart, jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa można odpowiedzieć jednoznacznie: tak lub nie.

Chciałabym zatrzymać się chwilę przy karcie 10. Z pozoru jest podobna do 10 pucharów z tym, że rodzina na pewno nie jest „goła” finansowo jak na karcie pucharowej. Obrazek 10 monet nakreśla linię interpretacji i tylko od niego zależy czy będzie się pojawiać jako spokojne życie rodzinne płynące z dobrobytu i w nim mające swoje solidne podstawy czy może na malunku jest rysa, o której wspomina Jóźwiak: razem bogato, ale osobno.

Przewaga koloru monet w rozkładzie zazwyczaj pokazuje, na 90%, osobę zapracowaną, zajętą pomnażaniem majątku, pracoholika. Jeśli pojawiają się w rozmowach to oznacza nie tylko negocjacje finansowe, a dyskusje o wymiernych rzeczach, ustalaniu ról, określeniu zadań itp. Pokazują jaki efekt można osiągnąć poprzez działanie lub niedziałanie. Tu nic nie jest rozmyte, nic nie jest ulotne i para nie pójdzie w gwizdek.

niech bedzie Dire Straits. I obowiązkowo Abba ;)


Piszę post scriptum dziś dlatego, że istotna wydaje mi się jeszcze 4 monet w kontekście uczuć lub jako karta pojawiająca się na sercu w rozkładzie. Wg mnie nie oznacza ona braku uczuć a skrywanie ich. Mam sposób, aby dowiedzieć się jakie uczucia skrywa osoba której wróżę lub partner tej osoby: dociągam kartę lub dwie na nią. Wtedy wszystko wiadomo. Ale musze pamiętać, że te uczucia czy ogólnie emocje nie zostaną ujawnione, a nadal ukrywane. Sposób przydaje się gdy klient ciśnie i odpowiedź o skrytości go nie zadowala.

środa, 27 października 2010

Dzisiejsza noc była bezchmurna, niebo czyste, widoczność wspaniała. Cierpiac na bezsenność wyglądałam również przez okno i obserwowałam gwiazdy. Po południowej stronie wyraźnie odznacza się gwiazdozbiór Oriona z trzema najjaśniejszymi gwiazdami tworzącymi Pas Oriona. Poszukałam dziś informacji i dowiedziałam się, że konstelacja jest najbardziej widoczna na naszej szerokości geograficznej od października do marca.

Gwiazdozbiór Oriona

A poniżej mityczny Orion na rycinie:

Orion

Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zapytała kart o konstelację :) Powiedziałam do swoich kart: pokaż mi Gwiazdozbiór Oriona. Wylosowałam 6 monet. Czyż nie idealnie odzwierciedlony Pas Oriona?

Drugie pytanie brzmiało: jak odznacza się na niebie nocą? Wylosowałam Moc. :)

6 monet-druidMoc- druid

Bardzo podobał mi się ten dialog z tarotem :)

Najbliższej nocy postaram się zaobserwować gwiazdozbiór Byka nad Orionem.

 

No właśnie: głupota to już czy szaleństwo?

Urządziłam sobie nockę karcianą. Napędziłam sama sobie kołowrotek w głowie i pytałam oraz drążyłam z każdej strony jeden i ten sam temat. Wciąż mi było mało odpowiedzi albo nie rozumiałam przesłania. Co gasiłam lampkę nocną to leżałam wpartujac się w ciemnosć i myśląc o odpowiedziach i na nowo ją zapalałam, żeby jeszcze raz rozłożyć karty, tym razem z dziesiątej strony i dwudziestej ósmej perspektywy. Układałam sobie w głowie historyjki, które opowiadział mi tarot, łączyłam z kolejnymi rozkładami, próbowałam wyciągać wnioski.

I do jasnej cholery! Wiem mniej niż wiedziałam do tej pory! Jedyny wniosek jaki mi się nasunął, to: moja głupota nie zna granic.

Konkluzja: nie wiem co dalej, jak dalej, dlaczego dalej, po co dalej, jaki efekt dalej, co wyniknie dalej... Ufff...

 

Nie spałam ani minuty. Już nie zasnę.

 

wtorek, 26 października 2010

Ech, niektóre dyskusje na naszym forum powodują, ze otwierają się mi szufladki ze wspomnieniami... Mogę paluchem wskazać - Misboaa ;D Pani kochana! To przez panią powróciły jako żywo sceny z przeszłego życia króla buławianego i Qmieczy... Było minęło, ale się nie zapomniało. Przeciwnie: pamięta się już tylko to, co dobre :)

Z buławianym nie mam już kontaktu od lat, wszystko posprzątane, śmieci wyrzucone. Ani ja nie wiem co u niego dzieje się obecnie ani on nie wie nic o mnie.

A oto rozkład "wspomnieniowy" :) Po prawej on, po lewej ja.

26.10.-przeszłość obecnie

Po mojej stronie:

co wnosi - 9 mieczy

myśli - 3 mieczy

emocje - 8 kijów

na zewnątrz - Qmonet

Po jego stronie:

co wnosi - sprawiedliwość

myśli - 2 mieczy (diabeł, umiarkowanie, cesarzowa)

emocje - 4 mieczy (gwiazda, kochankowie, 6 pucharów)

na zewnątrz - rycerz mieczy

co łączy - 7 monet

co dalej? - cesarz, as mieczy, król kijów

 

Hahahaha! a jednak wyszedł król kijów...

 

:)

 

 

 

sobota, 23 października 2010

Jak to jest?

Spotykamy na swojej drodze wiele osób. Niektóre wywierają na nas, na nasze życie, ogromny wpływ, a inne przemkną niezauważone, jeszcze inne zostawią po sobie mgliste wspomnienie bez twarzy, a następne - słowa. Wszyscy ci ludzie są w jakiś sposób ważni.

Jak to jest?

Że niektórzy wyzwalają w nas chęć do zgłębiania wiedzy, stymulują mózg do pracy, rozszerzają ciasne horyzonty albo ukazują sens zjawisk, które SĄ, a nad którymi nie zastanawialiśmy się dotąd?

Jak tarot by pokazał takiego człowieka? Zapewne określiłby go każdemu z nas na różny sposób, bez sztampy, bez schematu. W moim przypadku imponowałby mi jakiś król mieczy i kijów, może cesarz, na pewno eremita; albo druga królowa mieczowa. Te karty mówią wiele o mnie samej. A dla innej osoby np. królik mieczowy byłby za „ciężki”, nie do zniesienia, za ostry, za oschły, może bardziej pasowałby ktoś pucharowy lub monetowy jako partner do dyskusji.

Spotkania i dyskusje. Spojrzenie oczami kogoś innego na świat przez chwilę i konfrontacja z własnym to często weryfikacja, być może rewizja, swoich przekonań i uświadomienie jak małą wiedzę się posiada.

No i odkrycie Ameryki hehe: spotkania są ważne.

I żartobliwy komentarz Wagla i Maleńczuka ;)

czwartek, 21 października 2010

Być na plażach Zanzibaru...

Ta piosenka mnie urzekła. Słowa Leszka Aleksandra Moczulskiego, a muzyka... Pawluśkiewicza – tak tak, tego od kani i dżdżu. I wokale: Turnau z Bułecką :)

Ech, być na tych plażach... teraz jesienią i zimą :)

Europy wiemy jaki powab,
człowiek jeśli chce coś więcej to jest nomat.
Bo tak mu się podoba własna dusza.
ale także lecz z umiarem własna stoma.
Trzeba uciec, albo to wybadać,
aby można opowiadać, sens ukazać.
Lepiej tego wcale nie odkładać,
raczej biegu pomysłowi temu nadać.

Bo na plażach Zanzibaru, kiedy nadmiar wód,
taki nadmiar wód obszaru dla chwil paru.
Gdzie powietrza woń nektaru, a nie baru,
ach, na plażach, być na plażach Zanzibaru.

Zakopane, czy też może Kraków,
świat jest pełen tajemniczych, dziwnych znaków.
Każda dusza cnego w nim przykładu -
dużo ładu i pouczeń, i dyktatu.
Trzeba uciec albo to wybadać,
aby potem opowiadać, szyku zadać.
Europy wiemy jaki powab,
ale czemu nie ma dobry być i nomat?

Bo na plażach Zanzibaru, kiedy nadmiar wód,
taki nadmiar wód obszaru dla chwil paru.
Gdzie powietrza woń nektaru, a nie baru,
ach, na plażach, być na plażach Zanzibaru.

Bo na plażach Zanzibaru, kiedy nadmiar wód,
taki nadmiar wód obszaru dla chwil paru.
Gdzie powietrza woń nektaru, a nie baru,
ach, na plażach, być na plażach Zanzibaru.

Człowiek całe życie przeżyć może.
Znać przestworza i bezdroża nie najgorzej.
A przygoda wnosi, daje, stwarza,
wabi urok, magnetyczna woła plaża.

Bo na plażach Zanzibaru, kiedy nadmiar wód,
taki nadmiar wód obszaru dla chwil paru.
Gdzie powietrza woń nektaru, a nie baru,
ach, na plażach, być na plażach Zanzibaru.

W teledysku do piosenki pojawia się Kanty-Pawluśkiweicz (z papugą na ramieniu) i autor tekstu - Leszek Aleksander Moczulski (z siwą brodą w okularach) :)

Król Monet- Druid Craft

Dlaczego król monet? Pojęcia nie mam! Chyba, z nieruchliwy królik marzy sobie w swoim ciepełku o wojażach i ciepełku Zanzibaru ;)

poniedziałek, 18 października 2010

Jestem po lekturze książki Romana Graczyka „Tropem SB. Jak czytać teczki” oraz po filmie „Różyczka”. Zbieg okoliczności polega na tym, że akcja filmu to l.60-te tuż przed i w trakcie wydarzeń marcowych w 1968r., a autor książki skupia się na działalności SB w l. 60-tych podając cztery przykłady TW lub kandydatów na TW w środowisku krakowskiego Tygodnika Powszechnego i Znaku oraz opisuje kulisy werbunków wraz z metodami oraz objaśnia terminy jakimi posługiwali się Esbecy (oficerowie prowadzący, przełożeni, archiwistki itp.). Okazuje się, że pierwszym hakiem dla nieświadomego (lub świadomego) człowieka było podporządkowanie się poleceniu Esbeka w napisaniu odręcznie własnego życiorysu.

Lecz myliłby się ten, który by pomyślał, że odręczne życiorysy były odkryciem UB, a potem SB. To stary zwyczaj sięgający XIX w. i praktykowany przez wywiad i kontrwywiad carskiej Rosji, Prus, CK Korony oraz Niemiec Bismarcka. Tradycja ta była kontynuowana potem w Abwehrze oraz II RP. SB przejęło po prostu metodę. Co wykazało moje małe śledztwo w sprawie życiorysów odręcznych.

Wracając do studiów naukowych Graczyka, które opisuje we wspomnianej książce, muszę powiedzieć, że nabytą wiedzę w krakowskim IPN-ie przekazał w sposób bezstronny i neutralny na przykładzie czterech mężczyzn: trzech związanych z „Tygodnikiem Powszechnym” - dyrektorem administracyjnym, zwykłym grafikiem oraz kierowcą i „złotą rączką” w jednym; czwarty mężczyzna to student, który nie dostał się na wymarzoną aplikację w sądzie krakowskim i który związał się ze środowiskiem Znaku. Osobą łączącą tych czterech jest oficer prowadzący: Józef Schiller.

Polecam książkę.

Różyczka” natomiast jest wolną, raczej swobodną adaptacją prawdziwej historii związku Pawła Jasienicy z Zofią O'Bretenny. O tragedii Jasienicy można poczytać w necie. Natomiast pamiętam jak dziś pewien wykład dotyczący twórczości Jasienicy. Otóż mój historyk nie cenił go mówiąc, że jego książki historyczne to bajanie, jakieś konfabulacje, niesprawdzone fakty. To był początek l.90-tych i mimo upływu 20 lat od samobójczej śmierci Jasienicy nadal był niesprawiedliwie oceniany. Podejrzewam, ze mój wykładowca jako student lat 70-tych lub 80tych przesiąknął wspomnianym podejściem do Jasienicy w trakcie swoich wykładów, ćwiczeń i dyskusji z profesorami.

Dlaczego porównuję książkę i film? Bo film zafałszował obraz tamtych lat. Esbecy byli w większości nieukami. Graczyk załącza fotokopie prawdziwych donosów lub sprawozdań ze słów figurantów, wnioski własne itd. Błędy stylistyczne, ortograficzne, przekręcanie nazwisk (pisanie fonetyczne), nieumiejętność odróżnienia marianów od mariawitów itp. Przy czytaniu można się uśmiać ;) A w filmie oficer Rożek posługuje się idealną polszczyzną, ale zachowuje jak prawdziwa świnia. Natomiast oficer Schiller był obyty, kulturalny, wygadany, logiczny.

I co jeszcze: czytam (z przerwami) książkę Zblewskiego i Dudka „Utopia nad Wisłą. Historia Peerelu”. I znów: zatrzymałam się na dłużnej na polskim marcu 1968r. Okazuje się, że autorzy dokopali się do dokumentów MO i SB, z których wynika, że studenci zostali sprowokowani do zamieszek przez aktyw robotniczy zwieziony autokarami do stolicy. Jako, że milicja nie mogła oficjalnie zaatakować posłużono się lojalnymi partyjniakami wmieszanymi w tłum studencki.

SB

 

Instytucja SB – 7 kijów

Esbek - wieża

Werbunek na TW – 8 mieczy

Podpisane zgody na współpracę - głupiec

Wypadki marcowe – 6 pucharów

 

 

piątek, 15 października 2010

Pamiętacie powiedzenie z dzieciństwa: oliwa jest zawsze sprawiedliwa i na wierzch wypływa? ;) Taaa. Mam osobistą satysfakcję, przyznaję się nieskromnie i bez zażenowania, że nie-moja-już fabryka ma nadal kłopoty z urzędami wszelkiego rodzaju. Zaczęło się od niefrasobliwego podejścia do przepisów kodeksu pracy i poczucia bezkarności a skończyło na przegranych sprawach w sądach. A teraz jeszcze jedno G. wyszło na światło dzienne... Ale od początku, a raczej od końca.

W ubiegły piątek zastałam w skrzynce na listy awizo groźnie brzmiące: "zawiadomienie o przesyłce poleconej w postępowaniu administracyjnym", w nagłówku ZUS, a zgłosić się po odbiór miałam do wskazanego urzędu pocztowego. I spanikowałam: czego ode mnie może chcieć ZUS? Ani nie miałam wypadku, ani w szpitalu nie leżałam... Dziwne mi się to wydawało. Rozłożyłam karty, aby w przybliżeniu chociaż dowiedzieć się co to za pismo. I oto co wyszło:

rozkład-pismo z ZUS

Podczas tasowania wypadła 6 mieczy i 2 pucharów - to jest tło sprawy.

Czego dotyczy pismo - 7 kijów

Jaka sprawa jest w nim poruszana - 4 monet

Co ja mam z tym wspólnego? - 2 monet

Opiszę wam mój tok myślenia w ub. piątek: łatwe było zidentyfikowania czego dotyczy - pieniędzy, lecz spodziewałam się, że jakiejś sumy na koncie emerytalnym czy rozliczenie z OFE itp. Poza tym podejrzewałam, że ZUS wzywa mnie na rozmowę; ma prawo. Ale z drugiej strony pośrednio mnie sprawa dotyczy, bo 2 monet jest luźna. Przemknęło mi przez głowę, że mam być świadkiem albo zostałam wskazana na świadka czegoś dla kogoś. Karty, które wypadły (6mieczy i 2 pucharów) nie mówiły mi wtedy nic.

No i to kolejny przykład na regułę: nie wróż sobie sam, bo nie masz dystansu :P

W sobotę następnego dnia pognałam na pocztę odebrać pismo. Okazało się, że fabryka nie odprowadzała składek za bony towarowe- okolicznościowe  (do marketów) i ZUS informował mnie, że przeprowadził kontrolę w fabryce. Mogę w ciagu 7 dni zapoznać się z dokumentacją we wskazanym numerze pokoju w budynku ZUS przy ulicy... No to poszłam tam dziś. Musiałam potwierdzić, że na przestrzeni 3 lat otrzymałam owe bony w takiej wysokości, jak stało w ZUSowskich dokumentach i napisać oświadczenie o tym. Do mojej wiadomości prześlą mi decyzję swoją skierowaną do fabryki o nakazie zapłaty zaległych składek.

Podsumowując: 7 kijów- kontrola z urzędu; 4 monet - bony towarowe i składki; 2 monet - dotyczy mnie jak najbardziej, ale nie bezpośrednio; 6 mieczy i 2 pucharów - postępowanie kontrolne trwało jakiś czas i zostałam o tym poinformowana.

A moja osobista satysfakcja bierze się stąd, że mimo, że fabryka oszukiwała każdego pracownika raz dyskretniej, a innym razem bez znieczulenia, to te nierychliwe urzędy jednak wpadły na trop. Zapewne jakaś kara wiąże się z tym oprócz uzupełnienia zaległych składek. Czyli mój złośliwy chichot to poklask dla, jakby nie było, sprawiedliwości dziejowej.

:)

Amen.

czwartek, 14 października 2010

I przy okazji dylemat z tym związany.

Widziałam dziś w kartach więzienie człowieka. Taka była prognoza na przyszłosć - nieważne już czy bliższą czy dalszą. Osoba ta weszła w kolizję z prawem; powiedziała od razu bez ogródek. Pytania nie dotyczyły bezpośrednio wyroku skazujacego, więzienia itd. a dotykały życia codziennego oraz załatwiania spraw urzędowych (zielona karta, wiza, obywatelstwo). I powiem wam, ze nie mogłam, po prostu czułam, ze nie wypowiem: nic nie zostanie załatwione, bo będzie odsiadka. To był pierwszy raz, kiedy intuicja mi mówiła, ze potrzymanie nadziei jest dla tej osoby więcej warte niż prawda w kartach.

Czy mam kaca moralnego? Miałam. Teraz po przemyśleniu doszłam do wniosku, że... paradoksalnie nie wpłynę bezpośrednio na losy tej osoby. Widocznie to miało się tak czy siak wydarzyć.

A propos więzienia: wieża z 8 mieczy lub zamiennie. Okolicznych kart nie pamiętam jednak wskazywały jednoznacznie na przymusowy pobyt w odosobnieniu.

Słowo komentarza ode mnie: ta osoba od początku zmierzała po równi pochyłej. Rozmawiała ze mną na haju i opowiedziała cały życiorys...

Nic nie może przecież wiecznie trwać

środa, 13 października 2010

:)

Ten sen się spełnił. Wątek we śnie o mężczyźnie... Ów mężczyzna cierpliwie czekał aż odezwę się do niego, postanowił sobie cierpliwie mnie zdobyć albo inaczej: przełamać moją nieufność. A ja metodycznie i konsekwentnie staram sie za każdym razem ścierać mu ten makijaż z twarzy czyli mówiąc po ludzku przekonać się co kryje się głębiej, pod pozorami. Imponuje mi ten ON. Bo nie zniechęca się; mówi, że bardzo podobają mu się rozmowy ze mną choć bywam nieprzyjemna i już zdążyłam ukrócić jego próby manipulowania moimi słowami (zapewne to było spowodowane jego chęcią przekonania się jak reaguję tzn sprawdzenia mnie) i coś czuję, żewreszcie uwierzył, ze blondynki mogą być inteligentne.

Chciałam jeszcze powiedzieć, że jeśli się uda, to Dobemka będzie miała niemały wkłąd w owo, gdyż ciagle mi powtarza: daj mu czas, nie skreślaj ;P

Niby karty mam, sprzed ponad 2 tygodni, ale nie wkleję ich tutaj. Nowych rozkładów nie robię, bo Dobemka studzi moje zapędy - ma rację: życie bez kart w tym wypadku jest... po prostu ŻYCIEM. Co z tego wyjdzie, to wyjdzie. Jeśli nic, to przynajmniej posmakuję wreszcie 2 monet (życie to zabawa i nie myślę co dalej).

2 monet - 78 drzwi

 

The way I are

 

 
1 , 2
O autorze