Wpisy z tagiem: druid craft tarot

sobota, 23 listopada 2013

Kilka miesięcy temu zrobiłam eksperyment z tarotem i kartami cygańskimi.

Chciałam przekonać się jak zareaguje tarot na przetłumaczenie kart cygańskich. Zrobiłam mały rozkład najpierw cygańskimi, a potem poprosiłam tarota dosłownie "przetłumacz mi te karty na język tarotowy". Uzyskałam zadziwiająco dobre wyniki! Czarno na białym dostałam czytelną historię i przekonanie, że tarot może wszystko; że jest elastyczny, wielowymiarowy, nie "boi się" wyzwań. Tak samo jak ja nie bałam się zapytać o nic.

Cygańskie

 

szczęściedomnieszczęściewytrwałość

miłośćwdowiectęsknota

kochanekślub

nadzieja



Tarot:

rozkład tarota

 

Każda z kart tarota odpowiada karcie cygańskiej i składa się na całość opowieści. Wtedy używałam tylko pozycji prostych w kartach cygańskich. O czym mówi historia? O niewiernym kochanku, zdradzie i zaprzepaszczeniu pięknego początku. 

Cygańskie wydają się być optymistyczne tylko dlatego, że nie stosowałam wtedy odwróconych. Tarot natomiast świetnie ujął wszystkie aspekty cygańskich i dodał od siebie coś jeszcze: jak rozpoczął się romans (3 monet i Cesarzowa = kochanka poznana w pracy). Karta Diabła i Tęsknoty to prawie dwie równoważne (nazwa ang. desire mówi wiele mimo, że została przetłumaczona na niem. jako Sehnsucht czyli tęsknota).

Ok, jeśli już przekonałam się, że tarot z cygańskimi tak pięknie współpracuje, to co dalej? Otóż wykorzystuję nieraz dwie talie, aby bez wrażliwości tarota na emocje podejrzeć przyszłość na zasadzie "będzie tak i siak i kropka" bez wchodzenia w psychiczno-emocjonalną sferę pytającego. Moja metoda sprawdza się jak najbardziej w praktyce. I bardzo jestem zadowolona ze swojego eksperymentu :)

 



wtorek, 08 lutego 2011

 

Diabeł - Druid Craft

Jadąc dziś przez pewne miasto jeszcze nocą, a chwilę przed świtem, przypominały mi się wszystkie dobre i złe chwile spędzone w nim. Wszystkie prace, namiętnosci, zabawy, śmiechy, łzy, mężczyźni. To bylo tak niedawno, a tak dawno. To miasto już zawsze będzie kojarzyć mi się z największą miłością mojego życia... To miasto kochałam i nienawidziłam... Tak samo jak kochałam i nienawidziłam... kogoś.

W kartach to miasto jest w moich wspomnieniach Diabłem. Przyciąga, mami, okłamuje, obiecuje, rzuca, przywiązuje, wciąga, zachwyca, wzbudza pożądania, pulsuje, nie zasypia, truje, kłamie, wciąga na dno, daje zarobić lub powoduje bankructwa, lśni, błyszczy, brudzi, oczyszcza, płynie, trwa, gra, hałasuje, śpiewa, wzywa, topi, morduje, znika we mgle, pojawia się znienacka, złości, kocha, szaleje, wtapia w tłum...

... tak jak w piosence Marka Knopflera "silvertown Blues"...

 

 

miasto

 

środa, 02 lutego 2011

Melodia piosenki A Fine Frenzy "Almost lover" uspokaja mój ból głowy. A inna rzecz, że to cała 5 pucharów... :)

 

5 pucharów- Druid Craft


piątek, 28 stycznia 2011
wtorek, 18 stycznia 2011

Mieszkam na terenie do 1945r. należącym do Niemiec - III Rzeszy.

20km od mojego miasta zaczyna się pasmo Gór Sowich, w których więźniowie z pobliskiego obozu Gross Rosen drążyli tunele w skałach... PO COŚ. Nie wiadomo po co. Tzn. trochę wiadomo, ale nie na 100%. Jeżeli ktoś z czytajacych jest ciekawy, to zapraszam w podróż w przeszłość :)

Skały, z których zbudowane są Góry Sowie są bardzo twarde (oględnie mówiąc) tzn są litymi skałami, a nie żadnymi osadowymi (miękkimi - powiedzmy). Praca więźniów była bardzo ciężka - temp. wewn. nie przekraczała 4st., a wilgotność osiągała poziom 98%.

Wiele razy odwiedzałam kompleks Riese, który miał połączyć owymi tunelami miejscowości: Walim (kompleks Włodarz), Osówkę, Głuszycę, Soboń, Sokolec i Jugowice.

Cytuję za Wikipedią: Prace objęły swym zasięgiem teren kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych na stokach gór: Wolsberg (Włodarz), Saalberg (Jedlińska Kopa), Mittelberg (Dział Jawornicki), na wzgórzu między Wüstewaltersdorf (Walim) a Dorfbach (Rzeczka), Mulenberg (Moszna), Suferhöhen (Osówka), Ramenberg (Soboń) i Schindelberg (Gontowa).

Istnieje teoria, że również przebudowa podziemi Zamku Książ była rozpoczęta, aby dołączyć do tego kompleksu. Ubiegłego lata gdy ponownie weszłam do podziemi (dziś nazywa się to trasą „Tajemnice II Wojny Światowej” otworzona dzięki współpracy z BBC bodaj – muszę sprawdzić tą informację, bo nie pamiętam) zamku, to od razu w oczy rzucają się tony (!) zużytego betonu, metalowych żerdzi, wąskich torów dla kolejki, poza tym dwa szyby dla windy (kilkadziesiąt metrów każdy). Niektóre sale zamkowe zostały przez to przebudowane i zmieniono tym samym pierwotny układ pomieszczeń; przebudowano również najstarszą cześć zamku w miejscu – wyobraźcie sobie, że dotykacie XII-XIV-wiecznych fundamentów).

Swego czasu wieloma tajemnicami interesowała się Joanna Lamparska (ciekawe publikacje; z pogranicza Indiany Jonesa)

Zainteresowanych odsyłam do

Góry Sowie

Riese

Nasze Sudety

Zapytałam tarota o Kompleks Riese.

Nie nastawiałam się na całkowite odkrycie tajemnicy, a tylko uchylenie jej rąbka.

Ogólnie (pokaż mi) – 2 mieczy

Do czego miał służyć – Głupiec

Jaką rolę miał pełnić – 6 kijów

Dlaczego zaprzestano budowy – 5 monet

Konwój ciężarówek do środka Gór Sowich (pokaż mi) – król monet

Co wiózł konwój (ładunek) – 9 mieczy

Co się stało z ciężarówkami – 3 pucharów

Bardzo fajnie pokazane 2 mieczy – ciemno, głucho w środku i rozchodzące się korytarze w różnych kierunkach (jeśli ktoś był w sztolni to wrażenie jest podobne). Wtedy musiało być podłoże suche, obecnie np. Włodarz jest zalany wodą, w Osówce do pewnego etapu jest sucho. Żołnierze niemieccy chcieli swobodnie się przemieszczać i znienacka zdobywać tereny lub z zaskoczenia pojawiać się i znikać (na 6 kijów w mojej talii oddział wychyla się zza skały). Może też wynikało to z ambicji i dumy – 6 kijów ma w sobie coś z chwalipięctwa, poczucia wyższości. Cóż, zabrakło funduszy i Niemcy musieli ewakuować się z Dolnego Ślaska (w tle 5 monet pies goni zająca). Transport ciężarówek musiał być zorganizowany na polecenie ważnego ranga i wysoko postawionego człowieka. Przypuszczam, ze w jakiś sposób się obłowił? Chociaż 9 mieczy skojarzyła mi się z... ludźmi wysłanymi na śmierć. Musieli być spanikowani i przerażeni. 3 pucharów potwierdza zatopienie niektórych korytarzy, zacieranie śladów.

Pisząc powyższe słowa przypomniało mi się, że przecież mam jedną czy dwie książki Lamparskiej i znalazłam w domowej biblioteczce „Tajemnice ukrytych skarbów”. Jest w niej rozdział pt. „Kryptonim Olbrzym”. Fragment, który zacytuję pochodzi z relacji świadka wydarzeń Jana Nowaka, więźnia Gross Rosen o nrze P16406, który pełnił rolę pisarza:

„ Jeżeli zaś idzie o więźniów w rejonie budowy podziemnej w okolicach Walimia, to pamiętam, ze funkcjonowało tam wiele kommand w ramach Bauvorhaben, kryptonim m.in. Riese. Według mojego rozeznania zatrudnionych w rejonie Walimia było kilkadziesiąt tysięcy więźniów. Pod koniec 1945r., w każdym razie niedługo przed ewakuacjami, ze stanu ewidencyjnego wynoszącego 23 tysiące więźniów, przekazywanego codziennie meldunkami do obozu Gross Rosen, zniknęło 20 tysięcy ludzi, w stosunku do meldunku poprzedniego. Ponieważ wydawało mi się, że zaszła pomyłka, zwróciłem na to uwagę SS-manowi przyjmującemu meldunki, na co ten odpowiedział, ze meldunek jest prawidłowy! Wydarzenie było komentowane między SS-manami z zadowoleniem, ze liczba więźniów zmniejszyła się o tak wysoką liczbę. Ze szczątków rozmów doszedłem do wniosku, że była to likwidacja kommanda Riese. Nastąpiło to prawdopodobnie przez zamknięcie tych więźniów w jakiś wydrążonych w skałach pieczarach”.

Być może tarot opowiedział wycinek historii o tym w 9 mieczy.

A oto kolejny fragment świadka ówczesnych wydarzeń (za Lamparską):

„ Pewnej nocy pod koniec kwietnia w naszej wsi zjawiły się regularne oddziały SS. Żołnierze obstawili całą wieś. Otoczyli poszczególne zabudowania kierując w stronę okien lufy pistoletów maszynowych. Gdy ktoś próbował wyjrzeć, chcąc sprawdzić, co to za hałasy, strzelali bez ostrzeżenia. Później usłyszeliśmy ciężkie samochody ciężarowe. Ryk ich motorów słyszeliśmy prawie dwie godziny. Skończyło się tuż przed świtem, a potem nastąpiła seria wybuchów. Wydawało mi się, ze grzmią całe góry, ze Niemcy za pomocą dynamitu chcą je w ogóle poprzestawiać. Nad ranem SS się wycofało. Jakiś czas potem byłem w pobliżu byłego obozu dla jeńców, gdzie znajdowały się wejścia do podziemi i wszystko absolutnie było zasypane. Nie słyszałem, aby ciężarówki wyjeżdżały z powrotem.”

3 pucharów nie mówi o ruchu, nie sądzę, aby wyjechały z drugiej strony gór wydrążonymi tunelami (Niemcom nie wystarczyło czasu, bo zbliżał się front, Rosjanie wkroczyli na ten teren w maju 1945r.) już prędzej stawiam na zatopienie.

Kolejne moje pytania do tarota dotyczyły „prac” Niemców w samym zamku Książ.

Wstęp: Książ został zaanektowany przez Rzeszę w 1941r. Przez administratora, gauleitera NSDAP – Karla Hanke. Zamek został otoczony zasiekami z drutu kolczastego, ustawiono wartownie i rozpoczęto szybko jego „przebudowę”. To była maskara. Został w 90% zniszczony: wyrywano granitowe posadzki i kamienie w portalach, z salonów usuwano obrazy, przemalowywano komnaty, odkuto freski z najpiękniejszej sali, większość mebli, gobelinów i obrazów wywieziono do pałacu w Roztoce (na polecenie Guntera Grundmanna). No i zaczęto budować wspomniane wcześniej przeze mnie podziemia. Mówi się, że przygotowywano zamek Książ na kwaterę Hitlera jak i fabrykę V1 i V2. Tak do końca to nie wiadomo czy rzeczywiście Hitler miał tam przebywać, a fabryka... Po prostu trudno określić. Zachowały się co prawda plany architektoniczne (35 architektów zatrudniali Niemcy do tego projektu!)...

W każdym razie co pokazał tarot:

Podziemia Książa – rycerz kijów

do czego miały służyć – as pucharów

jaką rolę miały pełnić – 2 mieczy

Czy chciano połączyć je z kompleksem Riese – 7 kijów

Cóż... Gdybym miała sugerować się tylko kartami, to powiedziałabym, że as pucharów rzeczywiście wygląda jak V2. A Książ ewidentnie miał stać się twierdzą nie do pokonania. I chyba raczej nie planowano połączenia go z Riese. 2 mieczy może mówić, ze cel projektu zmieniał się w miarę upływu czasu aż zapędzono siebie w kozi róg; siłą rozpędu trwały prace, ślepa uliczka?

Uwielbiam tajemnice choć ani na milimetr nie posunęłam się do przodu przy odkrywaniu ich za pośrednictwem kart ;)

 

 

 

 

Pamiętam moment gdy stanęłam przed wyborem swojej pierwszej w życiu talii tarota. To było tuż po podjęciu decyzji o zajęciu się tarotem na poważnie z pewnością i zapałem początkującego.talia Arcus Arcanum

Tak więc jak wybrać talię spośród tysiąca dostępnych w sklepach?

To był okres, kiedy jeszcze nie znałam stron internetowych z taliami do przejrzenia, kiedy wszystko było dla mnie nowe i fascynujące, tajemnicze i trwożne. Pamiętam, że trafiłam przypadkiem na jedno z for tarotowych i zobaczyłam kilka wklejonych kart z talii Arcus Arcanum. Od razu zachwyciło mnie wszystko w tych kartach: kolorystyka, prowadzenie zdecydowanych linii przez artystę, nawiązanie do starego dobrego stylu hollywoodzkiego (jak się przyjrzeć uważniej, to postacie i scenki przypominają bajkowe rysunki Disneya) przejrzysta symbolika, harmonijność. Bardzo istotną kwestią dla mnie jest uporządkowanie na obrazku czy obrazie. Nie pociąga mnie chaos, zamazane kontury, brak przejrzystościtalia Druid Craft itp. Dlatego nie przemawiają do mnie talie abstrakcyjne, nowoczesne (choćby Hello Kitty) lub takie gdzie nagromadzenie szczegółów przyćmiewa centralną postać.

Z talią Arcus Arcanum tak mocno się zżyłam i poznałam ją z każdej strony, że obecnie rozumiem ją „w pół słowa” (jeśli można użyć takiego sformułowania). Zdarza się, że jestem zaskakiwana i nadal jest to przyjemne i fantastyczne, bo nuda nigdy nie jest wskazana :)

Drugą talią, która od początku wpadła mi w oko był Druid Craft. Nie widziałam wtedy wszystkich kart, a pojedyncze: 3 kijów, Cesarzową i 7 monet. Karty krzyczały do mnie, wołały i przemawiały bez kłopotów. Kupiłam je sobie po dwóch latach dopiero. Dziś bardzo prMaroon tarotzyjemnie mi się z nią pracuje, nie poznałam jej jeszcze tak dobrze jak Arcus Arcanum, bo minęło zbyt mało czasu. Długa droga przed nami.

Kolejnymi dwoma, a nawet trzema taliami, które bardzo mi się podobają są: Maroon Tarot, Snów i Shadowscapes. W dokładnie takiej kolejności. Nie jestem kolekcjonerką, nie pociąga mnie samo posiadanie, chcę po prostu pracować z tymi taliami.

Maroon podoba mi się z powodu zamglonych, spokojnych i poukładanych obrazów Tomasza Marońskiego. Oglądając talię w sieci czuję ochotę zanurzyć się w świat ukazany przez niego i nie mogę się doczekać, gdy potrzymam karty w ręku. Chciałabym jeszcze w tym roku kupić sobie tą talię.

Tarot SnówTarot Snów pociąga mnie ze względu na jasną symbolikę, staranność w wykonaniu, bajkowość; ale właśnie senną bajkowość. Nie wiem dlaczego mam przeczucie, że przepowiednie z tej talii będą w większości trafne. Jestem ciekawa czy talia sprawdzi się we wszystkich pytaniach, a może w jednej dziedzinie?

Shadowscapes jest przepiękną talią jednak nie rozumiem wszystkich kart. Podejrzewam, że oswajanie się z nią zajęłoby mi dużo czasu. Mimo wszystko jest ona warta uwagi nawet ze względu na długi czas oczekiwania aż artystka skończy malować wszystkie arkana :)Shadowscapes Tarot

 

I na koniec: Czym ma kierować się w wyborze talii początkująca osoba w tarocie?

Moim zdaniem przejrzystością symboli, uporządkowaniem na obrazkach, scenkami opartymi o klasykę tematu czyli Ridera-Waita. Może to być talia Ridera (i jej różne odmiany) jak i inne jej interpretacje np. Gilded, Pictorial Key, Tarot of Dreams, chyba da Vinci też się nadaje.

Klasyczna talia jest o tyle istotna, ponieważ na początku dobrze jest przyswoić sobie archetypy ukazane w kartach, a potem gdy zakodują się one u nas w umyśle można wypłynąć na szerokie wody i zaopatrywać się oraz pracować z inną dowolną talią.

sobota, 15 stycznia 2011

Przyznaję się, że piszę z pozycji niewtajemniczonej osoby, laika, który dopiero poznaje szerokie zagadnienie NLP. Poznaję dlatego, że filozofia, którą niesie ze sobą neurolingwistyczne programowanie (ustawienia Hellingera też) odbieram jako kolejną próbę uzależnienia ludzi i wyciągnięcie maksymalnych zysków z biznesu. Okej, okej, wiem, ze zaraz podniosą się głosy „mnie pomogło”, „jestem lepszym człowiekiem”. Nie w tym sedno.

Im dłużej czytam o tym jak NLP ma pomóc człowiekowi pogodzić się ze sobą i ze światem, tym więcej znajduję podobieństw do ścieżki tarota. Różnica polega na odmiennych sposobach przekazywania „prawdy objawionej przez „mistrzów” oraz organizacji przedsięwzięcia. Nauczanie wpajane człowiekowi na szkoleniu NLP jest narzucane odgórnie; ktoś kiedyś doszedł to odpowiednich wniosków i konkluzji, a obecnie przekazuje je w formie dogmatów nie zostawiając człowiekowi czasu na dokonanie wyboru (jedyny wybór jakiego dokonał to zapisanie na szkolenie i polecenie przelewu).

Dlaczego w takim razie nie przekonuje mnie NLP, a do tarota mam zaufanie?

Tarot opowiada człowiekowi historię jego życia w wycinkach, rozdziałach, wersach, akapitach. Niczego nie narzuca z góry, niczego nie przesądza i zakładając, że osoba przekazująca z kart informacje robi to w należyty sposób, to istnieje równowaga pomiędzy „moja decyzja” a „wskazówka wg tarota”. W tarocie zawarta jest tradycyjna, stara i od wieków przekazywana wiedza o świecie i naturze ludzkiej. Żyjemy tak a nie inaczej, w określonych warunkach geograficznych, społecznych, ekonomicznych, z bagażem historii i całym kufrem archetypów, stereotypów oraz wierzeń, co daje nam siłę i przytłoczenie zarazem, ale też całą gamę narzędzi do radzenia sobie w życiu.

Najbardziej niepokoi mnie zbieżność NLP i tarota w niektórych sprawach, ponieważ aby dotrzeć do głębi jestestwa, swojej duszy czy początku istnienia potrzebujemy pośrednika lub przewodnika. Jest nim tarot jak i trener NLP. Natomiast jeśli czytam coś takiego, to przed oczami mam osobę z wypranym mózgiem i efekt przeprogramowania budzi we mnie ogromne przerażenie:

Myślę, że ludzie często cierpią z powodu braku świadomości, bo sposób w jaki widzą świat jest zniekształcony, zubożony. Nie reagujemy bezpośrednio na to, co nas otacza, tylko za pośrednictwem pewnych wyobrażeń ( systemy reprezentacji, meta-programy, meta-model). Na przykład, jeśli ktoś robi jakiś gest, nie reagujemy na sam gest, tylko na znaczenie jakie nadamy mu w swoim umyśle. Poczujemy się dobrze lub źle w zależności od znaczenia jakie mu nadamy. Idąc dalej, jeżeli obraz świata, jaki mamy w umyśle – chociaż nieobiektywny – może sprawić, że cierpimy, równie dobrze można funkcjonować sprawnie, osiągać sukcesy, nadając swoim reakcjom świadomie odpowiednie znaczenie. NLP pozwoliło mi uczyć mój umysł wyławiania z rzeczywistości takich idei, informacji, doświadczeń, które formują pozytywny, stymulujący obraz świata, pomagają tworzyć pełne mocy przekonania na temat własnych możliwości. Zasiało błysk w moim oku, podnosząc tym samym jakość mojego życia na wyższy poziom*

Reasumując: osoba słaba psychicznie będzie potrzebowała silnego trenera i opiekuna. A tarot za rękę nie poprowadzi.

Dlatego idąc drogą działania, nie porzucaj wiedzy.

10 kijów

Karta 10 kijów obrazuje NLP.

Być może się mylę i NLP jest objawieniem początku XXIw. dla ludzkości. Z tym, że podobne zdanie mają mądrzejsi ode mnie i bardziej wykształceni: artykuł

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*nie potrafię podać źródła, ponieważ tekst dostałam od kogoś jako załącznik do maila.

niedziela, 09 stycznia 2011

Fanatyzm w jakiejkolwiek formie i dziedzinie życia powinien być zawsze niewłaściwy i niepożądany. Jednak ma to do siebie, że ci, którzy uważają, ze dostąpili zaszczytu objawienia / oświecenia Jedynej i Powszechnej Prawdy, porywają za sobą tłumy. Motłoch.

Od razu przypomina mi sie scena z filmu "Agora", gdy w imię Boże została spladrowana Biblioteka Aleksandryjska oraz spalono tysiace ksiąg i zwojów. Aktorzy mieli podobny wyraz twarzy jak ludzie stojący w ub. r. pod Pałacem Prezydenckim, co w imię Boże bronili krzyża. Prawdopodobnie podobny wyraz uniesienia na twarzy mają fanatycy islamscy, żydowscy, chrześcijańscy, wyznawcy ortodoksyjnych poglądów i różnego rodzaju ekstremisci.

Piszę na ten temat, ponieważ trafiłam w sieci na blog zniechęcający do tarota, gdzie autor wykłada argumenty przeciw niemu. Argumenty to za duzo powiedziane: są to bezładne wpisy, gdzie wiodącym słowem jest "manipulacja", którą przypisuje się tarotowi. Jest dla mnie niejasne dlaczego autor jest przeciw, nie wyłożył swoich tez; gubię sie trochę w chaotycznych wypowiedziach, brak mi jakichkolwiek przykładów lub potwierdzeń, że tarot zbałamucił lub złamał życie komukolwiek. Tak, zdaję sobie sprawę, że nie zawsze widzi się to, w co się wierzy i z tej przyczyny autor omawianego bloga moze mieć kłopoty z racjonalnym wytłumaczeniem swojego stanowiska, tak samo jak ja mogę mieć problem z objaśnieniem dlaczego pewną sekwencję kart uważam za niepomyślną dla danej osoby.

Tak, tamten blog pachnie mi lekko fanatyzmem. Początkową fazą nagonki. A jej apogeum prognozuję za jakiś czas: popularność programów TV i specyficznego rodzaju udzielanych tam "porad" doprowadzi do publicznego ukamienowania całego środowiska ezoterycznego. I nie będzie już czasu na racjonalne dyskusje z rozsądnymi argumentami obu stron.

A oto fanatyk wg mojej talii:

Król Monet- Druid Craft

A to zjawisko fanatyzmu:

2 kijów - Druid Craft

piątek, 07 stycznia 2011

Nad ranem miałam dwa wyraziste sny.

W pierwszym wróciłam po dłuższej przerwie do pracy w swojej byłej firmie. Wyglądało to tak, jabym miała chorobowe lub długi urlop. Wróciłam do obowiązków, które wykonywałam z przyjemnością i pasją. We śnie widziałam dokumenty, osoby ze mną pracujące, pomieszczenie.

- przekaz snu - rycerz monet

- sedno snu - królowa kijów

- jak sen przełoży sie na rzeczywiste wydarzenia - król pucharów

Drugi sen dotyczyl koleżanki ze szkoły średniej, której bardzo dawno nie widziałam (nawet nie wiem co u niej słychać). Spotkałyśmy sie na przystanku i chwilę rozmawialyśmy, potem znalazłyśmy się w jakimś mieszkaniu lub sali. Owa koleżanka miała urodziny i wnoszono dla niej tort. Ja nie byłam szczególnie zachwycona obecnością tam ani tą uroczystością (w rzeczywistości nie darzę jej sympatią).

- przekaz snu - słońce

- sedno snu - as mieczy

- jak sen przełoży sie na rzeczywiste wydarzenia - 9 mieczy

Bardzo jestem ciekawa czy w jakikolwiek sposób te sny się urzeczywistnią...

czwartek, 26 sierpnia 2010

Każdy z nas szuka odpowiedzi na dręczące go pytania.

Każdy z nas chce znać przyszłość, tam za zakrętem.

Każdy z nas marzy o lepszym jutrze od dziś.

Sami wybieramy drogi dotarcia do naszej prawdy, do odpowiedzi i do ujrzenia horyzontu za zakrętem.

 

Zapraszam wszystkich tych, którzy postanowili zaprzyjaźnić się z tarotem, także tych, którzy są żywo zaciekawieni jego tajemnicami oraz przypadkowych przechodniów, którzy być może zostaną na dłużej.

Tarot pojawił się w moim życiu ok roku 2000. To był przypadek, przelotny kontakt.

Nic konkretnego ani owocnego nie wyszło ze spotkania: potrzymałam w ręku wielkie arkana, poczytałam książeczkę dołączoną do kart, próbowałam wróżyć. Zupełnie nie wychodziło. Teraz wiem, że nie było porozumienia, nie było więzi – no connect.

W tamtym okresie życia jeździłam „na karty” do pewnej pani, która używała kart klasycznych i cygańskich. Pani owa powiedziała, że tarota nie mogą dotykać ludzie nieprzygotowani do tego i że początek moich problemów życiowych wziął się m.in. z bezpośredniego zainteresowania tarotem. Poradziła mi przywieźć go jej, aby przekazać znanej jej tarocistce.

Czy mnie wystraszyła?

Trudno powiedzieć. W 50% nie kupiłam jej wyjaśnień czując intuicyjnie, że to nie tak, jak jest naprawdę. Jednak nie zagłębiałam się dalej.

 

Drugi kontakt z tarotem był w roku 2007. Trafiłam na forum Szkółka Tarota jako podczytująca. W następnym roku, wiosną, dołączyłam już jako posiadaczka talii i stawiająca pierwsze tarotowe kroki.

Od tamtej pory przyjaźnię się z tarotem, mam dla niego ogromny szacunek, ufamy sobie nawzajem; tak naprawdę nie wiem kto komu bardziej: ja jemu czy on mnie ;)

 

Dziś mam 3 talie: Arcus Arcanum, 78 drzwi i Druid Craft.

Najukochańszą jest talia pierwsza czyli Arcus Arcanum, druga 78 drzwi poszła w odstawkę (nie wiem na jak długo...), a najświeższa trzecia – to moja druga miłość.

 

Idźcie za mną...

O autorze