Wpisy z tagiem: historia

sobota, 23 listopada 2013

Kilka miesięcy temu zrobiłam eksperyment z tarotem i kartami cygańskimi.

Chciałam przekonać się jak zareaguje tarot na przetłumaczenie kart cygańskich. Zrobiłam mały rozkład najpierw cygańskimi, a potem poprosiłam tarota dosłownie "przetłumacz mi te karty na język tarotowy". Uzyskałam zadziwiająco dobre wyniki! Czarno na białym dostałam czytelną historię i przekonanie, że tarot może wszystko; że jest elastyczny, wielowymiarowy, nie "boi się" wyzwań. Tak samo jak ja nie bałam się zapytać o nic.

Cygańskie

 

szczęściedomnieszczęściewytrwałość

miłośćwdowiectęsknota

kochanekślub

nadzieja



Tarot:

rozkład tarota

 

Każda z kart tarota odpowiada karcie cygańskiej i składa się na całość opowieści. Wtedy używałam tylko pozycji prostych w kartach cygańskich. O czym mówi historia? O niewiernym kochanku, zdradzie i zaprzepaszczeniu pięknego początku. 

Cygańskie wydają się być optymistyczne tylko dlatego, że nie stosowałam wtedy odwróconych. Tarot natomiast świetnie ujął wszystkie aspekty cygańskich i dodał od siebie coś jeszcze: jak rozpoczął się romans (3 monet i Cesarzowa = kochanka poznana w pracy). Karta Diabła i Tęsknoty to prawie dwie równoważne (nazwa ang. desire mówi wiele mimo, że została przetłumaczona na niem. jako Sehnsucht czyli tęsknota).

Ok, jeśli już przekonałam się, że tarot z cygańskimi tak pięknie współpracuje, to co dalej? Otóż wykorzystuję nieraz dwie talie, aby bez wrażliwości tarota na emocje podejrzeć przyszłość na zasadzie "będzie tak i siak i kropka" bez wchodzenia w psychiczno-emocjonalną sferę pytającego. Moja metoda sprawdza się jak najbardziej w praktyce. I bardzo jestem zadowolona ze swojego eksperymentu :)

 



wtorek, 01 maja 2012

Wczoraj skończyłam czytać książkę Diane A.S. Stuckart pt. "Dama z portretu". Nie jest to wybitne dzieło, nie jest to także traktat o tarocie. Jest to powieść kryminalno-romansowo-obyczajowa o wydarzeniach z końca XV w. w których udział bierze Leonardo da Vinci oraz talia kart tarota Sforzów. Gdy kupowałam tą książkę, to nie miałam pojęcia, że w jednej z głównych ról zostanie obsadzony tarot.

Książka składa się z 22 rozdziałów, które posiadają tytuły Wielkich Arkan. Pierwszy rozdział zaczyna się od Maga, ostatni (epilog) jest Głupcem. Wydarzenia tam opisane mają związek ze znaczeniem kart i miło jest czytać jak autorka interpretuje poszczególne karty i jaki ma punkt ich widzenia.

O czym traktuje książka? Leonardo da Vinci pracuje dla rodu Sforzów w zamku w Mediolanie, terminują u niego młodzi chłopcy i... rozwiązuje sprawę morderstwa pokojówki przy pomocy jednego ze swoich uczniów. Przy okazji maluje tajemniczą Mona Lisę oraz styka się z tarotem. Przyznaję, że niektóre karty zostały potraktowane dosłownie (np. Wieża czy Śmierć), bo jak podejrzewam autorka nie jest biegła w temacie, a i czytelnicy nie zrozumieliby niuansów i głębszych znaczeń. Jednak to nie przeszkadza.

Książkę polecam początkującym (uruchamia skojarzenia) i już "zasiedziałym" w tarocie. Zawsze inny punkt widzenia wnosi coś nowego do naszego, ponieważ ludzie mają tendencję do przeniesień czyli zdaje nam się, że nasze widzenie świata jest identyczne z innymi (oczywista nieprawda).

Dama z portretu

wtorek, 18 stycznia 2011

Mieszkam na terenie do 1945r. należącym do Niemiec - III Rzeszy.

20km od mojego miasta zaczyna się pasmo Gór Sowich, w których więźniowie z pobliskiego obozu Gross Rosen drążyli tunele w skałach... PO COŚ. Nie wiadomo po co. Tzn. trochę wiadomo, ale nie na 100%. Jeżeli ktoś z czytajacych jest ciekawy, to zapraszam w podróż w przeszłość :)

Skały, z których zbudowane są Góry Sowie są bardzo twarde (oględnie mówiąc) tzn są litymi skałami, a nie żadnymi osadowymi (miękkimi - powiedzmy). Praca więźniów była bardzo ciężka - temp. wewn. nie przekraczała 4st., a wilgotność osiągała poziom 98%.

Wiele razy odwiedzałam kompleks Riese, który miał połączyć owymi tunelami miejscowości: Walim (kompleks Włodarz), Osówkę, Głuszycę, Soboń, Sokolec i Jugowice.

Cytuję za Wikipedią: Prace objęły swym zasięgiem teren kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych na stokach gór: Wolsberg (Włodarz), Saalberg (Jedlińska Kopa), Mittelberg (Dział Jawornicki), na wzgórzu między Wüstewaltersdorf (Walim) a Dorfbach (Rzeczka), Mulenberg (Moszna), Suferhöhen (Osówka), Ramenberg (Soboń) i Schindelberg (Gontowa).

Istnieje teoria, że również przebudowa podziemi Zamku Książ była rozpoczęta, aby dołączyć do tego kompleksu. Ubiegłego lata gdy ponownie weszłam do podziemi (dziś nazywa się to trasą „Tajemnice II Wojny Światowej” otworzona dzięki współpracy z BBC bodaj – muszę sprawdzić tą informację, bo nie pamiętam) zamku, to od razu w oczy rzucają się tony (!) zużytego betonu, metalowych żerdzi, wąskich torów dla kolejki, poza tym dwa szyby dla windy (kilkadziesiąt metrów każdy). Niektóre sale zamkowe zostały przez to przebudowane i zmieniono tym samym pierwotny układ pomieszczeń; przebudowano również najstarszą cześć zamku w miejscu – wyobraźcie sobie, że dotykacie XII-XIV-wiecznych fundamentów).

Swego czasu wieloma tajemnicami interesowała się Joanna Lamparska (ciekawe publikacje; z pogranicza Indiany Jonesa)

Zainteresowanych odsyłam do

Góry Sowie

Riese

Nasze Sudety

Zapytałam tarota o Kompleks Riese.

Nie nastawiałam się na całkowite odkrycie tajemnicy, a tylko uchylenie jej rąbka.

Ogólnie (pokaż mi) – 2 mieczy

Do czego miał służyć – Głupiec

Jaką rolę miał pełnić – 6 kijów

Dlaczego zaprzestano budowy – 5 monet

Konwój ciężarówek do środka Gór Sowich (pokaż mi) – król monet

Co wiózł konwój (ładunek) – 9 mieczy

Co się stało z ciężarówkami – 3 pucharów

Bardzo fajnie pokazane 2 mieczy – ciemno, głucho w środku i rozchodzące się korytarze w różnych kierunkach (jeśli ktoś był w sztolni to wrażenie jest podobne). Wtedy musiało być podłoże suche, obecnie np. Włodarz jest zalany wodą, w Osówce do pewnego etapu jest sucho. Żołnierze niemieccy chcieli swobodnie się przemieszczać i znienacka zdobywać tereny lub z zaskoczenia pojawiać się i znikać (na 6 kijów w mojej talii oddział wychyla się zza skały). Może też wynikało to z ambicji i dumy – 6 kijów ma w sobie coś z chwalipięctwa, poczucia wyższości. Cóż, zabrakło funduszy i Niemcy musieli ewakuować się z Dolnego Ślaska (w tle 5 monet pies goni zająca). Transport ciężarówek musiał być zorganizowany na polecenie ważnego ranga i wysoko postawionego człowieka. Przypuszczam, ze w jakiś sposób się obłowił? Chociaż 9 mieczy skojarzyła mi się z... ludźmi wysłanymi na śmierć. Musieli być spanikowani i przerażeni. 3 pucharów potwierdza zatopienie niektórych korytarzy, zacieranie śladów.

Pisząc powyższe słowa przypomniało mi się, że przecież mam jedną czy dwie książki Lamparskiej i znalazłam w domowej biblioteczce „Tajemnice ukrytych skarbów”. Jest w niej rozdział pt. „Kryptonim Olbrzym”. Fragment, który zacytuję pochodzi z relacji świadka wydarzeń Jana Nowaka, więźnia Gross Rosen o nrze P16406, który pełnił rolę pisarza:

„ Jeżeli zaś idzie o więźniów w rejonie budowy podziemnej w okolicach Walimia, to pamiętam, ze funkcjonowało tam wiele kommand w ramach Bauvorhaben, kryptonim m.in. Riese. Według mojego rozeznania zatrudnionych w rejonie Walimia było kilkadziesiąt tysięcy więźniów. Pod koniec 1945r., w każdym razie niedługo przed ewakuacjami, ze stanu ewidencyjnego wynoszącego 23 tysiące więźniów, przekazywanego codziennie meldunkami do obozu Gross Rosen, zniknęło 20 tysięcy ludzi, w stosunku do meldunku poprzedniego. Ponieważ wydawało mi się, że zaszła pomyłka, zwróciłem na to uwagę SS-manowi przyjmującemu meldunki, na co ten odpowiedział, ze meldunek jest prawidłowy! Wydarzenie było komentowane między SS-manami z zadowoleniem, ze liczba więźniów zmniejszyła się o tak wysoką liczbę. Ze szczątków rozmów doszedłem do wniosku, że była to likwidacja kommanda Riese. Nastąpiło to prawdopodobnie przez zamknięcie tych więźniów w jakiś wydrążonych w skałach pieczarach”.

Być może tarot opowiedział wycinek historii o tym w 9 mieczy.

A oto kolejny fragment świadka ówczesnych wydarzeń (za Lamparską):

„ Pewnej nocy pod koniec kwietnia w naszej wsi zjawiły się regularne oddziały SS. Żołnierze obstawili całą wieś. Otoczyli poszczególne zabudowania kierując w stronę okien lufy pistoletów maszynowych. Gdy ktoś próbował wyjrzeć, chcąc sprawdzić, co to za hałasy, strzelali bez ostrzeżenia. Później usłyszeliśmy ciężkie samochody ciężarowe. Ryk ich motorów słyszeliśmy prawie dwie godziny. Skończyło się tuż przed świtem, a potem nastąpiła seria wybuchów. Wydawało mi się, ze grzmią całe góry, ze Niemcy za pomocą dynamitu chcą je w ogóle poprzestawiać. Nad ranem SS się wycofało. Jakiś czas potem byłem w pobliżu byłego obozu dla jeńców, gdzie znajdowały się wejścia do podziemi i wszystko absolutnie było zasypane. Nie słyszałem, aby ciężarówki wyjeżdżały z powrotem.”

3 pucharów nie mówi o ruchu, nie sądzę, aby wyjechały z drugiej strony gór wydrążonymi tunelami (Niemcom nie wystarczyło czasu, bo zbliżał się front, Rosjanie wkroczyli na ten teren w maju 1945r.) już prędzej stawiam na zatopienie.

Kolejne moje pytania do tarota dotyczyły „prac” Niemców w samym zamku Książ.

Wstęp: Książ został zaanektowany przez Rzeszę w 1941r. Przez administratora, gauleitera NSDAP – Karla Hanke. Zamek został otoczony zasiekami z drutu kolczastego, ustawiono wartownie i rozpoczęto szybko jego „przebudowę”. To była maskara. Został w 90% zniszczony: wyrywano granitowe posadzki i kamienie w portalach, z salonów usuwano obrazy, przemalowywano komnaty, odkuto freski z najpiękniejszej sali, większość mebli, gobelinów i obrazów wywieziono do pałacu w Roztoce (na polecenie Guntera Grundmanna). No i zaczęto budować wspomniane wcześniej przeze mnie podziemia. Mówi się, że przygotowywano zamek Książ na kwaterę Hitlera jak i fabrykę V1 i V2. Tak do końca to nie wiadomo czy rzeczywiście Hitler miał tam przebywać, a fabryka... Po prostu trudno określić. Zachowały się co prawda plany architektoniczne (35 architektów zatrudniali Niemcy do tego projektu!)...

W każdym razie co pokazał tarot:

Podziemia Książa – rycerz kijów

do czego miały służyć – as pucharów

jaką rolę miały pełnić – 2 mieczy

Czy chciano połączyć je z kompleksem Riese – 7 kijów

Cóż... Gdybym miała sugerować się tylko kartami, to powiedziałabym, że as pucharów rzeczywiście wygląda jak V2. A Książ ewidentnie miał stać się twierdzą nie do pokonania. I chyba raczej nie planowano połączenia go z Riese. 2 mieczy może mówić, ze cel projektu zmieniał się w miarę upływu czasu aż zapędzono siebie w kozi róg; siłą rozpędu trwały prace, ślepa uliczka?

Uwielbiam tajemnice choć ani na milimetr nie posunęłam się do przodu przy odkrywaniu ich za pośrednictwem kart ;)

 

 

 

 

poniedziałek, 18 października 2010

Jestem po lekturze książki Romana Graczyka „Tropem SB. Jak czytać teczki” oraz po filmie „Różyczka”. Zbieg okoliczności polega na tym, że akcja filmu to l.60-te tuż przed i w trakcie wydarzeń marcowych w 1968r., a autor książki skupia się na działalności SB w l. 60-tych podając cztery przykłady TW lub kandydatów na TW w środowisku krakowskiego Tygodnika Powszechnego i Znaku oraz opisuje kulisy werbunków wraz z metodami oraz objaśnia terminy jakimi posługiwali się Esbecy (oficerowie prowadzący, przełożeni, archiwistki itp.). Okazuje się, że pierwszym hakiem dla nieświadomego (lub świadomego) człowieka było podporządkowanie się poleceniu Esbeka w napisaniu odręcznie własnego życiorysu.

Lecz myliłby się ten, który by pomyślał, że odręczne życiorysy były odkryciem UB, a potem SB. To stary zwyczaj sięgający XIX w. i praktykowany przez wywiad i kontrwywiad carskiej Rosji, Prus, CK Korony oraz Niemiec Bismarcka. Tradycja ta była kontynuowana potem w Abwehrze oraz II RP. SB przejęło po prostu metodę. Co wykazało moje małe śledztwo w sprawie życiorysów odręcznych.

Wracając do studiów naukowych Graczyka, które opisuje we wspomnianej książce, muszę powiedzieć, że nabytą wiedzę w krakowskim IPN-ie przekazał w sposób bezstronny i neutralny na przykładzie czterech mężczyzn: trzech związanych z „Tygodnikiem Powszechnym” - dyrektorem administracyjnym, zwykłym grafikiem oraz kierowcą i „złotą rączką” w jednym; czwarty mężczyzna to student, który nie dostał się na wymarzoną aplikację w sądzie krakowskim i który związał się ze środowiskiem Znaku. Osobą łączącą tych czterech jest oficer prowadzący: Józef Schiller.

Polecam książkę.

Różyczka” natomiast jest wolną, raczej swobodną adaptacją prawdziwej historii związku Pawła Jasienicy z Zofią O'Bretenny. O tragedii Jasienicy można poczytać w necie. Natomiast pamiętam jak dziś pewien wykład dotyczący twórczości Jasienicy. Otóż mój historyk nie cenił go mówiąc, że jego książki historyczne to bajanie, jakieś konfabulacje, niesprawdzone fakty. To był początek l.90-tych i mimo upływu 20 lat od samobójczej śmierci Jasienicy nadal był niesprawiedliwie oceniany. Podejrzewam, ze mój wykładowca jako student lat 70-tych lub 80tych przesiąknął wspomnianym podejściem do Jasienicy w trakcie swoich wykładów, ćwiczeń i dyskusji z profesorami.

Dlaczego porównuję książkę i film? Bo film zafałszował obraz tamtych lat. Esbecy byli w większości nieukami. Graczyk załącza fotokopie prawdziwych donosów lub sprawozdań ze słów figurantów, wnioski własne itd. Błędy stylistyczne, ortograficzne, przekręcanie nazwisk (pisanie fonetyczne), nieumiejętność odróżnienia marianów od mariawitów itp. Przy czytaniu można się uśmiać ;) A w filmie oficer Rożek posługuje się idealną polszczyzną, ale zachowuje jak prawdziwa świnia. Natomiast oficer Schiller był obyty, kulturalny, wygadany, logiczny.

I co jeszcze: czytam (z przerwami) książkę Zblewskiego i Dudka „Utopia nad Wisłą. Historia Peerelu”. I znów: zatrzymałam się na dłużnej na polskim marcu 1968r. Okazuje się, że autorzy dokopali się do dokumentów MO i SB, z których wynika, że studenci zostali sprowokowani do zamieszek przez aktyw robotniczy zwieziony autokarami do stolicy. Jako, że milicja nie mogła oficjalnie zaatakować posłużono się lojalnymi partyjniakami wmieszanymi w tłum studencki.

SB

 

Instytucja SB – 7 kijów

Esbek - wieża

Werbunek na TW – 8 mieczy

Podpisane zgody na współpracę - głupiec

Wypadki marcowe – 6 pucharów

 

 

O autorze