Wpisy z tagiem: podróże

piątek, 09 stycznia 2015

Usługi ezoteryczne w Niemczech rządzą się podobnymi i jednocześnie innymi prawami niż w Polsce. Telewizyjne polskie pasma wróżek są wzorowane na niemieckich, bo przecież stamtąd przyszła ta moda do nas jak i filie firm (Kosmica na przykład). Usługi "domowe" natomiast wyglądają zupełnie inaczej. Po pierwsze i najwazniejsze: Niemcy jako zbiorowość, jako naród, jako społeczeństwo mają odmienną mentalność niż Polacy. Tam potrzebny jest certyfikat lub swiadectwo ukończenia kursu karcianego. Oczywiście nie musi tego być, lecz Niemców uspokaja sam fakt, że taki papier istnieje i wróżka go ma; że jest to jakieś potwierdzenie jej umiejętności, nie jest samozwańczą wieszczką. Mozemy się z tego smiać lub drwić, ale ma to swój głębszy sens, który się zrozumie gdy dłuzej poobcuje się z narodem niemieckim.

Druga sprawa: tarot jest mniej popularny niż karty cygańskie, kippery, anielskie, lenormand. Przyznam, że nie wiem dlaczego i nie wiem skad to się wzięło. Bo przecież bardzo znany jest Hajo Banzhaf, który miał trzeźwe i spojrzenie na tarota i starał się przybliżać jego znaczenie swoim rodakom.

Po trzecie: Niemcy zadają bardzo konkretne pytania. Pytań o związki i miłośc jest o wiele mniej niż w Polsce, a więcej o finansowe kwestie, urlopowe, przeprowadzkowe. To wiąże się również, co oczywiste, z większą zasobnością portfeli niemieckich (sprawy finansowe: spadkowe, inwestycyjne, opłaty itp są bardzo ważne tam dla każdego, żeby nie powiedzieć najważniejsze). Hm, żeby nie owijać w bawełnę: Niemcy są skąpi. Ok, oszczędni. Dlatego. Dlaczego mniej pytań o miłość? Bo niemieccy meżczyźni po prostu są mniejszymi draniami w porownaniu do polskich. Owszem, generalizuję. Ale faktem jest, ze są bardziej rodzinni, uczynni, spokojni, szanujący, obowiązkowi. Kobiety nie mają powodu, ogólnie rzecz biorąc, sprawdzać swoich mężów.

Po czwarte: wróżki domowe są fachowcami. Nie ma czegoś takiego, że przychodzi się do pani/pana i ona/on duka z kart, opowiada o pojedynczych znaczeniach i dopiero stara się układać w całość przekaz. Najczęściej takie osoby oferują zainteresowanym w temacie małe szkolenia, warsztaty, aby lepiej zrozumieć czy to znaczenia kart, czy pracę z rozkładami, czy otworzyć oczy na szerszą perspektywę (popularny jest układ Das grosse Tafel / Das grosse Blatt używany w cygańskich, kipperach i lenormand; przyznam, że nie mam pojęcia pod jaką nazwą znany jest w Polsce).

Po piąte: blogi. Są ubożuchne. Najczęściej to znaczenia kart i nic więcej. Na forach można dowiedzieć się więcej, ale nie są one tak żywotne jak polskie. Po prostu przyjęty jest inny system kształcenia się w czytaniu kart.

Po szóste: Niemcy którym kładłam karty byli niezwykle zdumieni, ze bez certyfikatu tak wspaniale można posługiwać się kartami. jednak zdobycie zaufania trwa dłużej.

 

O autorze