Wpisy z tagiem: Klienci

czwartek, 07 lipca 2011

Przyznam od razu, że nie zapamiętałam nazwy kanału telewizyjnego i nie jestem w stanie podać nawet pół linka do youtube. Nie zapamiętałam dlatego, bo rzadko włączałam telewizor przed południem, ale zdarzyło mi się raz i wtedy trafiłam na niemiecką audycję podobną do ezotv i kosmica. Oglądałam 10 minut góra, lecz wyrobiłam sobie opinię. Podobało mi się podejście wróżki do dzwoniących klientów: mówiła wprost, że ona i jej karty nie są wyrocznią, są przepowiednią, prognozą, wskazują kierunek; osoba prosząca o radę może z niej skorzystać, ale nie musi. Wróżka zaznaczyła również dobitnie, że nie jest psychologiem, nie rozwiązuje problemów jak psycholog czy psychoterapeuta, a odczytuje to, co pokazują jej karty. Podkreślała, że nie należy się obrażać na nią jeśli ma do przekazania złe lub gorsze wiadomości.

Szacunek. Inna kultura, inna świadomość wróżących i proszących o wróżbę, inne podejście niż w Polsce. I nikt się nie obruszał, nie rwał włosów z głowy.

Życzyłabym sobie, aby u nas w kraju było więcej wróżek uczciwie stawiających sprawy.

niedziela, 26 września 2010

Szewc bez butów chodzi. Albo może inaczej: sam sobie naprawia nieporadnie. Takie właśnie są moje wróżby dla siebie. Stosunek przekazu kart, który pojmuję w lot do przekazu, którego nijak nie rozumiem wynosi 1:4. Nie jest to może rewelacyjna wiadomość z marketingowego punktu widzenia, lecz wtajemniczeni wiedzą o co mi chodzi. Po prostu jest to spowodowane osobistym zaangażowaniem i skłonnością do hurra optymizmu lub czarnowidztwa. Dlatego niektórzy wolą sobie kart nie stawiać i mają zaprzyjaźnione osoby od tego. Ja zazwyczaj omawiam sprawy z Dobemką i razem dochodzimy do w miarę obiektywnych konkluzji.

To naginanie kart w jedną lub drugą stronę przypomina trochę naciski klientów na wyciągnięcie z marnych kart rewelacji i wyciśnięcie z nich potwierdzenia, że ten to na pewno już jest jedyny. Przesadzam; a jednak coś w tym jest...

Jest jeszcze coś w mojej talii tarota, co potwierdza naszą szczególną więź, a mianowicie moje karty nigdy mnie nie okłamują ani nie pokazują fałszywego obrazu rzeczywistości. Może czasem delikatniej coś sugerują nie chcąc doprowadzać mnie do rozpaczy lub wprawiać w zakłopotanie. I rzadko walą między oczy. No, chyba że jestem wyjątkowo ślepa ;D

Inaczej jest z klientami, bo tu muszą przekazać mi informacje w taki sposób, abym miała cały obraz sytuacji i ta obiektywna prawda rzeczywiście może okazywać się zabójcza lub nieprzyjemna dla nich. Pamiętam pewną osobę, z którą nie raz rozmawiałam i która była w związku, ale zaprzeczała temu co widzę w kartach (sytuacja wyjściowa w celtyckim była 2 pucharów, druga karta to król monet itp.) nie wiadomo czemu...

Tak, klienci-kłamczuszki. Nie wiem jaki jest cel zatajania stanu faktycznego. Czy to może wstyd, chęć sprawdzenia wróżącego albo niewiedza? Fakt, człowiek nie wie na kogo trafia i może się wstydzić opowiadać o szczegółach z własnego życia. Chociaż z drugiej strony: jeśli decydujesz się iść do wróżki, to z założenia wiadomo, że jakieś tajemnice wyjdą na jaw. Wróżka powinna być jak lekarz: tajemnica zawodowa. Nie rozumiem tych, których sprawdzają wróżkę zadając pytania o coś lub kogoś sprzed roku czy dwóch i zacierają ręce jeśli coś się nie zgadza. Nie potrafię wejść w ich tok myślenia i nie pojmuję motywacji kontaktu z wróżką. Niewiedza klienta to chyba najczęstszy przypadek, ponieważ często jest tak, że słyszy się pytanie „co mnie czeka w przyszłości” oraz milczenie gdy pytam o tło jakiejś sprawy. Naprawdę utrudnia to wszystko prawidłowy odczyt kart. Czasem na końcu języka mam pytanie „czy mam opowiadać o wszystkich sprzętach domowych, które zostaną wzięte na raty; albo może o zwierzętach, które zostaną przygarnięte; albo może o kolorach ścian w kolejno wynajmowanych mieszkaniach...” Bo przecież to również są odpowiedzi na pytanie „co mnie czeka w przyszłości”.

Dziś pogoda barowa więc i humor podobny. Poza tym piąty dzień toczę nierówną walkę z migreną (przegrywam). I pomarudzić się należy! A co! ;)

Julia i ja

O autorze